O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      


Kategorie: Wszystkie | Felietony | Mówi emigracja | Od redakcji | Przegląd prasy | Sonda | Wybory 2007 - Wasze zdjęcia i relacje
RSS
poniedziałek, 22 października 2007
Paryż cz. 2

Z listów do gazetawyborcza.pl (listydogazety@gazeta.pl ): Poniżej zdjęcie (z telefonu) z wczorajszych wyborów w Paryżu. Po prawej stronie widac Esplanade Inwalidow natomiast po lewej (jasna czesc budynku z galeziami) wejscie na dziedziniec Polskiego Konsulatu. W Paryzu mieszkam na stale. Przeprowadzilem sie kilka miesiecy temu po 5 latach mieszkania w UK. Jestem fotografikiem i grafikiem. Pozdrawiam Serdecznie, Piotr Stoklosa.

Hiszpania

Madryt. Zdjęcie jest średniej jakości, bo robione przedpotopową komórką, ale widać najważniejsze, czyli obywatela polskiego tj. mnie przed komisją wyborczą ;) Głosowałam w ambasadzie polskiej w Madrycie i muszę przyznać, że byłam zaskoczona frekwencją. naprawdę dużo ludzi się zmobilizowało, widziałam listy wyborcze i tłumy przed ambasadą, nawet przyjechał autokar z polskimi turystami, aby mogli pójść głosować. Niestety, część osób nie dowiedziała się przed wyborami o konieczności posiadania zaświadczenia o prawie do głosowania bądź uprzedniego wpisania się na listę. widziałam, że zbierali podpisy pod pismem do konsula w tej sprawie, bo bardzo chcieli głosować.
Głosowałam za granicą już drugi raz, bo studiuę w Hiszpanii. Uważam to za swój obywatelski obowiązek i zdrowy przejaw patriotyzmu, więc choć podróż do ambasady zajeła mi 2 godziny w jedną stronę, nie mogłam przegapić okazji do wyrażenia swojej opinii.
Jeszcze nie wiem, gdzie będę pracować po studiach i czy wrócę do Polski. Na pewno najbliższe dwa lata spędzę pod Madrytem, a potem zadecyduję, co dalej. Karolina.

 

Barcelona. Na zdjęciu konsulat generalny RP w Barcelonie. 1,5 godziny oczekiwania w pełnym słońcu i miłej atmosferze, obok bar więc znużeni i wyczerpani mogli liczyć na mrożoną kawę. Co bardziej wygłodniali wybrali opcję obiadu w kolejce. Niektórzy, nie-rezydenci, spieszący się na samolot zrezygnowali dla głosowania nie tylko z obiadu ale i wizyty na pobliskim Camp Nou!
Mieszkam w Barcelonie, pracuję między Barceloną a Krakowem. Nie czuję się emigrantką, w końcu Europa to taka większa ojczyzna. Pozdrowienia dla gazety, Magda.

 

Barcelona. Słonecznie, 18 stopni C. Głosowanie w polskim konsulacie na VI piętrze jednego z biurowców w eleganckiej dzielnicy Les Corts w Barcelonie przebiegało w miarę sprawnie, choć nie obyło się bez kolejek. W tychże spotkać można było zarówno osoby mieszkające w Barcelonie i okolicach, studentów
przebywających na wymianie zagranicznej, jak i turystów odwiedzających miasto. Czas oczekiwania wypełniali ożwionymi dyskusjami. Pozdrawiam, Tomasz Gucio (inżynier, 25 lat, w Barcelonie w sumie ok. półtora roku, nie planuję ani pozostania, ani powrotu - czas pokaże).

Irlandia

Cork. Staliśmy 1h20min,ale gdy wychodziliśmy około 15:40 kolejka była już na 2 godz. stania. Dość spokojnie, ale nerwy niektórym puszczały i jakieś k....y leciały.

Piotr, Paweł i dwie Kaśki pozdrawiają z Corku w którym od ponad roku pracują i są zadowoleni. Pozdrawiam Piotr.

Limerick. Witam, przesyłam zdjęcia wykonane 21 X w Limerick w Irlandii. Od godz. 10 do 20 tworzyła się 100m kolejka przed lokalem wyborczym. Budujący widok. Pozdrawiam, Arek.

 

Dublin. Dopiski na plakatach informacyjnych mnie powaliły - były bardzo pocieszające dla osób stojących juz 2h w kolejce :). Ja miałem szczęście, odstałem tylko 3h zanim mogłem oddać głos ;)
Jego Ekscelencja Ambasador tłumaczył się, że spodziewali się dużo mniejszej frekwencji... tzn, co? Nie wiedzieli ile osób zarejestrowali?
Głosowanie w Dublinie było pięknym pokazem dezorganizacji... Jakby nie można było zorganizować 4-5 punktów na terenie całego miasta, zamiast dwóch przy ambasadzie... Pewnie ambasada dostanie parę ciepłych słów od Gardy i innych ambasad z okolicy ;)
Pocieszające jednak było jak wiele osób zostawało, mimo konieczności długiego stania i dość chłodnego dnia (dzięki Bogu nie padało, podejrzewam, że wtedy kolejki byłyby dużo mniejsze) - wygląda na to, że
Polacy w Irlandii mają dość tłumaczenia się z głupich i głupszych zachowań dotychczasowego rządu. Pozdrawiam, Piotr Pajerski.

 

Kosowo

Mitrovica. Tak głosowali Polacy zatrudnieni w organizacjach międzynarodowych w Kosowie. Głosowanie odbyło się w polskim batalionie policyjnym w Kosowskiej Mitrovicy. Pozdrawiam, Piotr Uhma.

 

Holandia

Haga. Przesyłam zdjęcia sprzed Ambasady RP w Hadze. Dojechaliśmy tam (z okolic Amsterdamu) około 13. Była długa kolejka na kilkaset osób. W środku 5 stanowisk wydawania kart - było to stanowczo za mało. Z resztą tak samo jak tylko jeden lokal wyborczy w Holandii i to na samym zachodzie w Hadze, to też za mało i za daleko dla wielu Polaków mieszkających w Holandii.
Jesteśmy w Holandii od początku roku. Mój mąż Radek pracuje jako informatyk, ja zajmuję się domem i wychowaniem prawie 3-letniego Antosia. I czekamy na narodziny naszej córeczki Zuzi już w lutym . Do kraju chcemy wrócić za parę lat, więc zależy nam, by w Polsce żyło się lepiej. Pozdrawiam, Beata Krawiecka.

 

 

Austria

Wiedeń. Witam serdecznie. Udział w wyborach jak to widać na obrazkach był liczny i większy kilkakrotnie niż
podczas poprzednich wyborów. Nastroje były dobre. Organizacja sprawna.
Mieszkam w Wiedniu od 18 lat, ale w wyborach uczestniczyłem tutaj po raz pierwszy. Z pozdrowieniami -Mirek Kosior.

 

Luksemburg

Luksemburg. Polska grupa studencka (PSAT) z Uniwersytetu Trier (Niemcy) głosuje w Konsulacie Generalnym RP w Luksemburgu. Na zdjeciu z Panią konsul Ewą Sufin-Jacquemart. Autor zdjęcia: David Wojciechowski. Z pozdrowieniami, Jacek Rygowski.

 

Ukraina

Charków. Witam. Na zdjęciu mój czteroletni syn Bartek wrzuca głos do Urny.
Razem z żoną mieszkamy i pracujemy na Ukrainie od ok. 3 lat. Żona wydelegowana została jako nauczyciel języka polskiego do Dniepropietrowska gdzie pracuje przy Związku Polaków oraz w
Instytucie Ekonomiki i Prawa. Sam jestem kierownikiem działu sprzedaży polskiej firmy Eveline Cosmetics na rynku ukraińskim. W zasadzie nasz pobyt nie wiąże się z emigracją, zauroczył nas klimat Dniepropietrowska i jego mieszkańców, jak również możliwości poznawania innej kultury i systemu pracy na wschodzie. Żona otrzymała w ostatnim czasie propozycję kontraktu w instytucie na okres pięciu lat, więc w najbliższym czasie raczej nie planujemy definitywnego powrotu do kraju.

W konsulacie charkowskim kolejek nie spotkaliśmy do tej pory ani razu (to już czwarte nasze głosowanie w tymże), atmosfera jest serdeczna, że aż z przyjmnością jedzie się te 200 km do lokalu wyborczego. Raczej w kraju nikt nie decyduje się na takie podróże celem oddania głosu. Pozdrawiam, Paweł Maślanka.

 

Londyn, cz. 3

Londyn - w samo południe. Pozdrawiam serdecznie. I dzieki Wyborczej za wszystko ;) Monika Chodakowska.

 

Włochy

Mediolan. Studiuję w Wenecji, na wybory przyjechałam specjalnie do konsulatu w Mediolanie. Było nas dużo! Panowie z konsulatu mówili, że na wybory zapisało się ok. 1000 osób a dwa lata temu bylo tylko 200! Turyści też zadbali o możliwość głosowania i wcześniej załatwili zaświadczenia. W konsulacie bylamł ok 14 a ok 16 miały przyjechać autokary z Bolonii. Pozdrawiam serdecznie, Kasia Kulikowska.

 

Republika Południowej Afryki

Pretoria. W RPA lato. Przy ulicy Amos w Pretorii, gdzie znajduje sie ambasada, kwitną drzewa jacarandy. Na wybory przyjechaliśmy z Johannesburga i nie byłby to specjalny wysiłek, gdyby nie fakt, że właśnie wczoraj RPA zdobyła mistrzostwo świata w Rugby (GO BOKKE!), zatem dzisiejszy poranek dla większości był zdecydowanie niewyborczy:) choć w samej ambasadzie atmosfera jak najbardziej dostojna.
Głosuję, bo wracam za 2 lata i chcę wrócić do normalniejszego miejsca niż to, które zostawiłam pół roku temu. A może dlatego, że jestem Polką...
Zdjęcie robił Kuba, 28 lat. Od ponad 20 lat w Afryce. Czy wróci..? hmmm... pewnie nie, ale ważne, żeby będąc tu nigdy nie musiał się wstydzić, ze jest Polakiem.
Wieczorem na koncercie; smsy z Polski o przedłużającej sie ciszy. Koncert nieważny, szybko do domu; internet, skype z przyjaciółmi w Polsce i jakaż radość z pierwszych wyników! Ufff.... Karolina, 28, na korpo-kontrakcie w RPA :)

 

 

Belgia

Bruksela. To zdjęcie zostało zrobione przed konsulatem w Brukseli ok. 11.30. Nie cała kolejka zmieściła się w kadrze.
Jestem doktorantem na Katolickim Uniwersytecie w Leuven (Elektronika). Na wybory wybrałem się ze znajomymi (doktoranci, stypendysci "Erasmusa"). To co bylo niesamowite, to atmosfera w kolejce. Wszyscy się cieszyli, że tak dużo nas przyszło, żartowali. Aż chce się głosować! Kuba Raczkowski.

 

Wielka Brytania

Birmingham. Na załączonym zdjęciu kolejka do lokalu wyborczego w Polish Millenium House w Birmingham około godziny 16.00. W godzinach popołudniowych w kolejce trzeba było czekać około 2 godzin. Atmosfera była bardzo miła, wszyscy ze sobą rozmawiali, robili sobie nawzajem zdjęcia i naprawdę szczerze cieszyli się z rozmiarów kolejki. Średnia wieku to około 25 lat (nie wliczając dzieci), choć nie zabrakło też starszej emigracji, a nawet kombatantów. Pozdrawiamy wszystkich, którzy zagłosowali! Alicja i Ania.

 

Cambridge. Witajcie, głosowałyśmy w Cambridge w Wielkiej Brytanii. My, czyli dwie Anie i jedna Kamila. Lokal wyborczy (194) znajdował się w Domu Polonia, przy 231 Chesterton Road. W Domu Polonia mieści się także dom parafialny, restauracja "Gawra" i dom polonijny.
Byłyśmy w Domu Polonia około godziny 14 lokalnego czasu. Przed nami stała kolejka około 20 - 30 osób, a za nami - tak na oko - bardzo szybko ustawiło sie następne 20 - 30 osób. Kolejka poruszała się sprawnie. Było ciepło, gwarnie i symptacznie (chociaż w rozmowę z innymi wyborcami nie wdałyśmy się).  
Kamila (zarejestrowała się przez internet, podobnie jak obie Anie) przeżyła chwilę ciężkiego stresu, kiedy pani z Komisji Obwodowej nie mogła znaleźć jej nazwiska na liście uprawnionych do głosowania. Okazało się, że jej imię zostało zarejestrowane jako nazwisko. 
Sala do głosowania (na ogół miejsce mszy i spotkań parafialnych - informacja niepotwierdzona) przylegała bezpośrednio do kuchni restauracji "Gawra", więc wyborczy gwar mieszał się z odgłosami ubijania kotletów i brzdęku talerzy. W tej swojskiej atmosferze oddałyśmy nasze głosy.
Robiłyśmy zdjęcia żeby mieć pamiątkę (i z myślą o tym blogu!). Usłyszałyśmy trochę komentarzy od rodaków w związku z tym, w każdym razie nie były one nieprzyjazne! :) 
Wszystko to razem trwało dobry kwadrans. Wychodziłyśmy z Domu Polonia z radosnym poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

W paru słowach o nas: Ania1 zamieszkała w Cambridge w 2006 żeby być z Mattem, jej obecnym mężem. Ania2 zamieszkała w Cambridge w lutym tego roku, żeby być z Kamilą. Kamila przyjechała do Cambridge na początku 2005. Jak zwykle mówi, na brzeg Cambridge wyrzuciła ją fala bezrobocia, 
co wyszło jej z czasem na dobre, bo teraz może pracować w ulubionym zawodzie badacza społecznego.
Wszystkie trzy chciałyby kiedyś (to jeszcze nie jest sprecyzowane za ile lat) osiąść z powrotem w Polsce -
Polsce przyjaznej ludziom i obywatelom. Pozdrawiamy wszystkich, którzy brali udział w wyborach w Polsce i za granicą! Kamila Gielnik

 

Chorwacja

Zagrzeb. Witamy! Przesyłamy pozdrowienia z Chorwacji. Chwilowo przebywamy na stypendium w Zagrzebiu. W Ambasadzie była bardzo miła atmosfera już od progu wszyscy się witali. Nie wiedziałyśmy o waszej akcji ze zdjęciem... zdjęcie zrobiłyśmy przypadkowo. Jak widać jestesmy dumne, że nawet za granicą spełniłysmy nasz obywatelski obowiązek.

W Chorwacji milo i przyjemnie bez incydentów. Zagrzeb pozdrawia Polskę... gratulujemy frekwencji choć może powinniśmy wziąć przykład z Brazyli i Austarli gdzie za nieobecność na wyborach trzeba płacić karę??
Ania i Magda

 

Szkocja
Glasgow. OKW, pozdrawiam, Krzysztof Wolski.

Oman
Maskat. Witam. Przesyłam zdjęcie z historycznych, bo pierwszych wyborów jakie odbyły się dla polonii w Sułtanacie Omanu. W Maskacie w siedzibie konsula honorowego RP otworzono punkt wyborczy nr. 119. Pozdrawiam, Jerzy Wierzbicki.

Chile
Santiago. Witam, głosowaliśmy z mężem w Santiago w towarzystwie naszej 6-letniej córki. Głosowanie zajęło nam 5 minut, ale za to podróż 6 godzin w jedną stronę. Na szczęście komisja uraczyła nas pogawędką po polsku i kawą z ekspresu! A córkę uraczyliśmy wycieczką do ZOO :) Warto było! Pozdrawiam z Chile, Małgorzata Kołaczkowska.

Barcelona
Właśnie przeczytalam relacje z glosowania w różnych miejscach na świecie na lamach Waszej strony internetowej i chociaz nie udalo mi sie niestety zrobic wczoraj zdjecia, to postanowilam napisac pare slow. Nie wiem czy dotarly do Was jakiekolwiek wiesci z Katalonii. Od wrzesnia mieszkam pod Barcelona i tu pracuje (skonczylam filologie angielska w Anglii i ucze tu angielskiego). Swoj glos oddalam w konsulacie RP w Barcelonie. Glosowalam tuz przed 12, bylo sporo ludzi, a nasz konsulat jest malutki, zeby nie powiedziec miniaturowy wrecz. Do tego na 6 pietrze wiezowca. Jak wychodzilam, portier na dole nie wpuszczal ludzi do gory, bo w samym konsulacie tlumy. Serce jednak roslo jak widzialam tych wszysctkich ludzi. Wszyscy bardzo podekscytowani, robili zdjecia, zartowali. Atmosfera nieformalna, ale jednak wszyscy czuli, ze nadchodza zmiany, moze nawet przelom. Kazdy mowil o tym, ze wladza PISu musi sie skonczyc, bo to blamaz dla Polski. A glosowala nie tylko najmlodsza emigracja, takze ci, ktorzy od lat mieszkaja w Katalonii. Juz przed poludniem  frekwencja byla bardzo wysoka. Nie bylo problemu z rejestracja - mozna bylo zrobic to osobiscie, przez telefon lub mailem. Mysle, ze na dlugo  zapamietam te wybory. Od paru dni Katalonczycy pytaja mnie o wybory, sa bardzo zainteresowani sytuacja w Polsce. Pozdrowienia z Katalonii! Gosia
Niemcy

Kolonia. Wybraliśmy się z żoną, ok. 13-tej na wybory do Konsulatu w Koloni, w której nota bene mieszkamy. Niestety musimy przełożyć oddanie przez nas głosu na godziny nieco późniejsze... Dlaczego? Ja już się w życiu w kolejkach nastałem... Maciej Lisiecki

 

Berlin. W kolejce do ambasady w Berlinie czekałem około godziny, ale warto było. Słoneczna pogoda, trochę zimno, ale to nie odstraszyło wyborców. Ludzie w kolejce życzliwi i pozytywnie nastawieni, opowiadali kawały, także o politykach:) Dawno nie widziałem tylu Polaków w jednym miejscu w Berlinie.
Pochodzę z Poznania, a w Berlinie jestem na studiach i szybko raczej nie zamierzam wracać. Pozdrawiam Armand.

 

Stuttgart. Witam! Przesyłam zdjęcia (niestety nienajlepszej jakości) z głosowania w OKW przy Konsulacie Honorowym RP w Stuttgarcie. Ku zdziwieniu wszystkich dochodzących kolejka była dosyć spora, także żeby dotrzeć do urny potrzebowaliśmy ok.30 min. Dyskusje kolejkowe bardzo ciekawe, ale nie będę streszczał, żeby przez przypadek nie złamać ciszy wyborczej. Atmosfera była bardzo sympatyczna, nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek incydenty czy też problemy z rejestracją. Tak 3mać!
Pracuję na Uniwersytecie w Stuttgarcie, za granicą jestem od kilkunastu lat, ostatnie 5 lat w Budapeszcie, aktualnie ze względów zawodowych w Niemczech. Powrót do Polski? Raczej nie, zbyt dobrze czuję się w całej Europie. Pozdrawiam serdecznie. Paweł Karnowski.

 

Hamburg. Ok.15 przed Konsulatem Generalnym w Hamburgu rownież kolejka. Znacznie mniejsza niż w Berlinie, ale też się nie spodziewałam.
Zameldowałam się wcześniej, ale też osoby nie zameldowane były rejestrowane. Nastrój pogodnej powagi i nieukrywanej nadziei, że "jutro usłyszymy dobrą wiadomość". Zapytałam jednej z osób w Komisji o frekwencję. Początkowo zaczęto liczyć osoby, ale po krótkim czasie stało się to zbędne i niemożliwe. Listy zapełniają się podpisami, a foyer Konsulatu jest cały czas wypełniony. Pozdrawiam Aleksandra K. Madeja.

 

Monachium. Kochani, udało się nam! Po około 2 godzinach czekania na deszczu z dziećmi, bez najmniejszego zainteresowania ze strony Konsulatu - według pracowniczki Konsulatu nasze dzieci byly za stare, abyśmy mogli wejść szybciej pod dach (nie głosować, broń Boże)- a mialy ponad 5 lat (tj. 6, 10 i 12). 
To nic, że Konsulat już od początku był nieco obrażony, że mieszkając w Bawarii odważam się głosować. W pierwszym dniu, kiedy mogłam się zapisać na listę wyborców, po telefonie do Ambasady w Berlinie skontaktowałam się z urzędniczką w konsultacie w Monachium, która uprzejmie mnie poinformowala, że nie muszę się nigdzie zgłaszać, tylko przyjechać do Monachium w dzień wyborów!!! Jak stwiedziłam, że to nieprawda, to połączyła mnie z uprzejmym Panem Konsulem, który poinformował mnie jak się mogę zgłosić (m.in. telefonicznie) i był nieszczęśliwy, bo stwierdziłam, że się właśnie do niego w tym celu zgłaszam!!! Dzięki Bogu, okazało się dzisiaj, że byłam zapisana na liście.
Jednak uważam nadal, że to szczyt szczytów, gdy Konsulat kraju, którego jestem nadal obywatelką, wiedząc od co najmniej 4 dni, ile osób przyjedzie spoza Monachium na wybory, udostepnili jeden stolik i trzy kabiny do głosowania.
I znając prognozę pogody nie postarał się, aby co najmniej dzieci, które nie mogą czynnie uczestniczyć w wyborach, zostały przez swój "niby" rodzinny kraj miło przyjęte. Przecież wystarczyłaby mała salka z telewizorem, papierem do rysowania i kredkami. Żeby chociaż mali młodzi Obywatele się do swojej, nieco obcej ojczyzny nie uprzedzili.
Bardzo się cieszę, że mój wysiłek i moich dzieci nie poszedł na marne. Serdeczne pozrowienia spod Norymbergi, Anna Bartnik-Mikuta.

Wyborcze interwencje z Dublina, cz. 2

Z listów do gazetawyborcza.pl: Chcialam poruszyc temat wyborow za granicami kraju, a konkretnie w Irlandii. Mieszkam w Dublinie od ponad 3 lat i w tym roku postanowilam pojsc na wybory. Razem z partnerem pojechalismy do punktu wyborczego dwukrotnie, jednak nie oddalismy swoich glosow. To co dzieje sie przy obu punktach wyborczych w Dublinie to skandal. W godzinach przedpoludniowych w kolejce stalo ok kilkaset osob, a wieczorem tych osob bylo juz kilka tysiecy. Mamy male dziecko i nie mozemy pozwolic sobie na kilkugodzinne stanie w kolejce. Poza tym punkty wyborcze zorganizowane byly totalnie bezmyslnie. Punkty wyborcze podzielone byly alfabetycznie. W jednym mogly glosowac osoby o nazwiskach zaczynajacych sie od A-Ł, a w drugim od M-Ź. My z partnerem mamy rozne nazwiska i musielibysmy stac w roznych kolejkach. A co wtedy z dzieckiem? Przeciez to jest nienormalne. Mozna to bylo podzielic wg regionow tak jak w Polsce. Czy moglibyscie poruszyc ten temat na łamach gazety i dowiedziec sie dlaczego bylo to tak beznadziejnie zorganizowane? Prawdopodobnie w komisjach wyborczych bylo zbyt malo osob. Dlaczego? Skoro od wielu dni wiadomo bylo ze w Dublinie zamierza glosowac ponad 20 tys osob. Mamy wrazenie (wielu naszych znajomych rowniez) ze bylo to wszystko zamierzone, aby zniechecic ludzi do glosowania. Bardzo prosimy o zainteresowanie i naglosnienie calej tej sprawy. Joanna Augustyniak i Grzegorz Ossowski
Wybory w Dublinie to chyba jakiś koszmarny żart! Żeby móc zagłosować, czekałam w kolejce 2 godziny i część ludzi odchodziła z tej kolejki z kwitkiem. Gdy wracałam po głosowaniu (tak, byłam jedną z tych szczęśliwych osób, które miały możliwość zagłosować), kolejka do ambasady była co najmniej dwukrotnie dłuższa. Nie rozumiem zupełnie, dlaczego nie zapewniono większej liczby lokali wyborczych. Czy nie właśnie po to była rejestracja 5 dni przed wyborami? Przecież wszyscy doskonale wiedzieli, ile osób planuje głosować. Dla samego okręgu w Dublinie było to ponad 14 tys. Rozumiem, nikt nie spodziewał się takiej frekwencji (2 lata temu do urn poszło zaledwie 1,5 tysiąca ludzi), ale, skoro organizatorzy mieli ustaloną liczbę głosujących, powinni zagwarantować im możliwość wzięcia udziału w wyborach.
Nie wspomnę nawet o samym głosowaniu, w którym o jakiejkolwiek tajności mowy być nie mogło. Ludzie wypełniali karty przy stoliku, bez prywatności i z wlepionymi oczami stojących z tyłu.
A może po prostu władza nie chciała, żeby Polacy na emigracji wzięli udział w tych wyborach? Czyżby PiS obawiał się swojej pozycji?? I słusznie, bo jestem pewna, że gdyby zagłosowali wszyscy ci, którzy rezygnowali z kilkugodzinnego stania w kolejce rodem z poprzedniego ustroju, PiS miałby poważne podstawy do tego, żeby pakować manatki.
Cóż, nawet konstytucyjne prawo do głosowania niektórzy mają w głębokim poważaniu. Przykre, bo nie dość, że zostaliśmy zmuszeni do układania sobie życia na emigracji, to jeszcze odbiera się nam nasze elementarne prawa. Mam tylko nadzieję, że nowy rząd zacznie szanować swoich obywateli.
Best regards, Agata Bizuk
Przebieg wyborow w Dublinie to skandal! Czas oczekiwania na oddanie glosow w mikro kanciapie wynosi co najmniej 3,5 godz. Wystarczylo troche pomyslec i ocenic liczbe zgloszen (termin zapisywania sie droga internetowa uplynal 16 pazdz.) oraz liczbe imigrantow w Irlandii.Wszystko moglobyc zorganizowane w zupelnie inny sposob, gdyby konsulat RP wykazal sie odrobina inteligencji! Wiele osob, mimo checi zaglosowania , nie moglo pozwolic sobie na spedzenie polowy dnia w kolejce. Kasia

 
1 , 2 , 3