O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  


środa, 09 stycznia 2008
O WOŚP w Dublinie
Dla zainteresowanych - szczegółowo co, gdzie i kiedy.
czwartek, 03 stycznia 2008
Do Polski może wrócą ci, którzy zostawili rodziny i jeszcze się nie rozwiedli

Z listów do redakcji (listydogazety@gazeta.pl ): Właśnie wróciłam ze Szkocji, gdzie spędzałam Święta. Chciałam podzielić się tym, co usłyszałam o przewidywanym powrocie Polaków z zagranicy. Otóż czują się oszukani przez pana Tuska. Kiedy był tam w ramach kampanii wyborczej, obiecał, że będą mieli po co wracać do kraju.
Tymczasem wiele osób nie zdecydowało się nawet przyjechać na Święta, bo mówią, że u nas za drogo. Spotkałam parę - mieli zarobić pieniądze i wrócić do kraju. Jednak wobec tak taniego funta i lawinowych podwyżek cen, braku pracy za godziwe pieniądze, postanowili zostać i układać sobie życie w Szkocji.
Większość kolegów mojego męża sprowadziła już rodziny.
Sama zastanawiam się, nad przeprowadzką. Moje dzieci też zasługują na lepsze życie. Są zdolne, mądre, ale ja nie mam siły odmawiać sobie wszystkiego, żeby je wykształcić. Łatwo obiecują politycy, że będzie pięknie. Kiedy?
Do Polski może wrócą ci, którzy zostawili tu rodziny i jeszcze się nie rozwiedli.
Kalina

14:09, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (18) »
sobota, 15 grudnia 2007
Holendrzy mają problem z Polakami

Od miesięcy słucham komentarzy i dyskusji w holenderskim radio nt polskiej imigracji. Jestem bardzo zaniepokojona tonem debaty i działaniami na szczeblu administracyjnym, zwłaszcza pomysłem obowiązkowego "inburgening" - kursów przysposobienia do życia w Holandii. Meszkam w Holandii od trzech lat, pracuję w sztandarowej holenderskiej (właściwie międzynarodowej) firmie, coraz częściej w pracy spotykam Polaków. Są to zwykle młodzi, wykształceni ludzie, których firma wyłowiła z uniwersytetów i zaoferowała możliwości kariery. W innych dużych firmach jest podobnie, zatrudniają nas nie dlatego, że jesteśmy tani, tylko dlatego, że zdolni i wykształceni, paszport nie gra roli. Nie stanowimy środowiska, które prowokuje debatę wśród społeczeństwa holenderskiego, nie uprawiamy stylu życia przypisywanego imigrantom zarobkowym i nie mieszkamy w przeludnionych lokalach. Radzimy sobie z kupowaniem biletu na tramwaj, załatwianiem spraw w urzędach, kupnem domu, segregowaniem śmieci, można się z nami porozumieć przynajmniej w jednym języku. Nie jest nas mało, tylko nie robimy hałasu.
Niemniej, jakiekolwiek decyzje podejmą władze holenderskie, a jestem pewna, że temat się nie rozmyje, bo Holendrzy są bardzo zrażeni do imigrantów w ogóle i będą dmuchać na gorące, konsekwencje tego poniosą wszyscy Polacy, i ci którzy normy życia w społeczeństwie przyswoili i im one nie przeszkadzają i ci, którzy swoim zachowaniem irytują Holendrów. Jako osoba bardziej zainteresowana własnym życiem niż utrudnianiem życia sąsiadom, bardzo się tym niepokoję. Nie mam ochoty na  indoktrynację obyczajową i mam nadzieję, że polski MSZ zajmie w tej sprawie jakieś stanowisko, przynajmniej doradcze, popracuje nad problemem razem z Holendrami i wynegocjuje rozwiązania, które nie będą godzić we wszystkich, tylko tych, którzy rzeczywiście sprawiają kłopot. Teraz jest czas, żeby działać.
Z drugiej strony - rok temu przeprowadziłam się do uroczej osady nad rzeką. Chciałam tu zamieszkać, bo jest zielono, ładnie, niedrogo i niezbyt daleko do pracy. Uciekałam od stylu życia, jaki wiodą międzynarodowi ekspaci i chciałam pożyć jak zwyczajni Holendrzy. W mojej okolicy, rolniczej, pracuje wielu Polaków. Widuję ich wieczorem w sklepie. Kupują te swoje puszki z piwem, puszki rybne, kawałek sera. To zwykle robotnicy sezonowi, którym opłaca się oszczędzać. Zamiast wydawać na kufel w barze, spotykają się w czyjejś kuchni, by upijać się tanim piwem z zakąską. W wiosce takiej, jak nasza, oprócz uroków krajobrazowych nie ma wielu rozrywek, zwłaszcza gdy dni sa krótkie. Trudno oczekiwać, by po całym dniu pracy w szklarni zmęczony robotnik uprawiał jogging lub pocił się na siłowni, za którą trzeba sporo płacić. Jest parafia, ale protestancka, podejrzewam, że niewiele ma do zaoferowania Polakom. Co właściwie mają robić, bez rodzin, bez zwykłych zajęć domowych? Rozrywają się tak, jak potrafią. Tu i ówdzie młodzież skrzykuje się, samplują muzykę, urządzają potańcówki, kółka fotograficzne, ale zasadniczo nie jesteśmy narodem aktywistów, zwłaszcza, jeśli emigracja ma charakter sezonowy. Wydaje mi się, że same holenderskie gminy, słynące z aktywności, powinny się zdobyć na inicjatywę i wystąpić z ofertą dla Polaków. Być może wystarczy udostępnić salę gimnastyczną do koszykówki, zorganizować bezpłatne kursy języka niderlandzkiego, zaprenumerować polską prasę, udostępnić internet, zrobić coś, co wyciągnie imigrantów z domów i sprawi, że poczują się bardziej u siebie i rozwiąże im problem zabijania czasu smęceniem nad butelką.
Nie da sie ukryć, że Polaków słychać: pod sklepem, bo się głośno awanturują (Holendrzy nie urządzają widowisk z prywatnych kłótni); w nocy wyrywa mnie z łóżka łoskot - dwaj zupełnie pijani rodacy starają się prowadzić rowery, ale co chwila lądują na plecach, z łomotem, który budzi pół ulicy. To cud, że nie wpadli do kanału (a może wpadli, bo w końcu zrobiło się cicho). Nie chcę przytaczać kolejnych przykładów, wszyscy je znają. Może czas wziąć się w garść i ku wspólnej korzyści przynajmniej zredukować obecność akustyczną? Holandia to bardzo mały kraj i bardzo gęsto zaludniony, na każdego przypada mało miejsca i dlatego przez pokolenia wypracowano tak wiele niepisanych norm zachowań i tak restrykcyjnie się do nich podchodzi. Trudno się dziwić, że poszanowania reguł współżycia społecznego wymaga się od nowoprzybyłych, skoro każdy ma głęboko zakodowane, że należy szanować przestrzeń fizyczną innych, również w zakresie akustycznym. Można im tylko pozazdrościć.
Mleko sie rozlało, Holendrzy szybko wyrabiają sobie opinie o innych i na temat Polaków już je mają. W naszym najlepszym interesie jest poprawienie tego wizerunku.

Agnieszka 

Polski kłopot Holendrów w Gazecie Wyborczej

10:24, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (1) »
środa, 21 listopada 2007
Gmina, zrobiła to po swojemu.
Do redakcji "Gazety Wyborczej" przyszedł list Pana Grzegorza. Jest on oburzony potraktowaniem polskich pracowników, którzy wyrzucani są z legalnie wynajmowanych mieszkań. Proceder ten uskutecznia Gmina Rotterdam, twierdząc, że Polacy są bardzo uciążliwi dla otoczenia. Pan Grzegorz twierdzi, że to przejaw szowinizmu i sprawa nie powinna przejść bez echa, zwłaszcza, że chodzi o Holandię - kraj, który ma opinię przyjaznego i bardzo tolerancyjnego.
sobota, 03 listopada 2007
Luksemburg z obawą i nadzieją
Rząd Wielkiego Księstwa Luksemburga ogłosił otwarcie rynku pracy dla obywateli nowych państw Unii z dniem 1 XI 2007. Zapytaliśmy Marcina Wierzbickiego, szefa portalu polska.lu, co oznacza to dla Polaków, którzy już tam mieszkają, i dla tych, którzy wyjazd planują.
wtorek, 30 października 2007
My tu jesteśmy samotni!!!

Z listów do redakcji: Witam, mieszkamy obecnie w UK w przeuroczym miasteczku Canterbury. Jesteśmy parą z wyższym wykształceniem humanistycznym, pasjonatami filmu i teatru. Zawsze żywo zainteresowani wszystkimi sprawami dotyczącymi Polski.
Do niedawna spotykaliśmy się z doradcami finansowymi i omawialiśmy plan kupienia domu w Anglii i założenia tu rodziny. Zaczęliśmy sobie to wyobrażać i powoli uzmysławiać, że cena pozostania tutaj jest za wysoka, jak wiele tracimy żyjąc tu. My tu jesteśmy samotni!!! I wiem, że większość Polaków odczuwa to samo. Ludzie się izolują. Nie ma przyjaźni międzynarodowych (wielu).
Nie mamy z kim porozmawiać, nie mamy serdecznych znajomych, na których można zawsze liczyć. Polacy są zapracowani, wyjeżdżają, przyjeżdżają, pracują po 12 godzin na dobę, nie mają na nic czasu. Anglicy nie chcą nawiązywać przyjaźni. Wystarczają im kontakty z obcymi w pracy, a i te często są naznaczone tym, że on jest u siebie, a my jesteśmy obcy. W UK ludzie nie rozmawiają o filmach, nie są zainteresowani tym, co w teatrze, w którym najczęściej oglądają musicale, nie mają poglądów, nie chcą się otwierać na nowych ludzi. Żyjemy tu trochę jak w gettcie. Zawsze z tą samą grupką Polaków, oglądani z niechęcią przez Anglików, którzy mają serdecznie dość obcokrajowców. Tutaj ludzie dywagują na temat zaginionej Madleine i strasznym wypadku na A4, o pogodzie i nowym take away.
Wracamy, mamy dość. Pieniądze są świetne, ale za jaką cenę...
Wracamy, postanowione i to daje nam świetną energię, z którą można żyć! Pozdrawiam, Marta.

Czy macie podobne odczucia? Czy Wy odnajdujecie się w innej kulturze? Piszcie: listydogazety@gazeta.pl 

15:24, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (7) »
niedziela, 28 października 2007
Tak było zaledwie przed tygodniem
Toronto, Londyn, Dublin, Kolonia i wiele innych miast na całym świecie, w których przezd tygodniem tysiące Polaków stało po kilka godzin w kolejkach do urny wyborczej. 
O czym wtedy rozmawialiście? Czy zawarliście niezwykłe znajomości? Czy zamierzacie wykorzystać jakoś to kolejkowe doświadczenie? Poniżej dwa filmy z Londynu i jeden z Kolonii.

Kolonia - film nadesłany przez czytelnika GW

piątek, 26 października 2007
Emigranci do premiera
22 października w "Gazecie Wyborczej" ukazał się tekst "Dzwoni premier po poradę". Zapytaliśmy czytelników, co oni odpowiedzieliby nowemu szefowi rządu, gdyby zapytał ich o zdanie. Wśród wielu odpowiedzi znalazły się również głosy z emigracji, oto ich fragmenty.
piątek, 19 października 2007
Ilu Polakom zabrano głos

Z listów do redakcji: Dlaczego nie ma możliwości głosowania korespondencyjnego, jak to ma miejsce w wielu innych krajach?
Stanowi to duże utrudnienie dla osób chorych i niepełnosprawnych, jak również zamieszkałych poza krajem. Przykładowo na terenie Niemiec jest zaledwie kilka miast, w których oddać można głos (siedziby ambasady RP i konsulatów). Aby głosować, trzeba dojechać kilkadziesi±t czy wiecej kilometrów do najbliższej placówki, oczywiście po uprzednim zgłoszeniu.
Czyżby miłościwie nam panujący celowo nie doprowadzili do przegłosowania projektu o głosowaniu korespondencyjnym?!
Kto spośród mieszkających za granic± chciałby bowiem na nich zagłosować?
mb

W ostatnich dniach do gazetawyborcza.pl przyszło wiele podobnych listów (listydogazety@gazeta.pl ). Na te wybory już nic nie da się zrobić. Ale może warto już dziś pomysleć o następnych? Czy Waszym zdaniem należy wprowadzić możliwość głosowania pocztą? Albo może nawet przez internet?

Jaromir Rutkowski, 'Polish Express'
Program Powrót? Pierwszy raz słyszę. Prawdopodobnie jest to kolejna inicjatywa rządowa, która ma mieć większe przełożenie na kampanię wyborczą, niż na rzeczywiste nakłonienie rodaków do powrotu - pisze Jaromir Rutkowski*, dziennikarz „Polish Express"
Co musi się w Polsce zmienić, żeby emigranci chcieli wracać?
- Przede wszystkim zarobki i poziom życia. Polacy muszą zacząć wreszcie godnie zarabiać A rząd powinien zaoferować lepsze warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Obecne bardziej utrudniają niż ułatwiają, otworzenie firmy. Podobnie ma się sprawa z podatkami, które są za wysokie i zdecydowanie za dużo dochodu zabierają gospodarstwom domowym i przedsiębiorcom.
Polacy w Wielkiej Brytanii przywykli też do tutejszej infrastruktury. Natomiast polskie pociągi są wolne i niewygodne, nie mamy szybkiej sieci światłowodowej, w nieskończoność trwa budowa kolejnego pasa startowego lotniska w Balicach, itd. Coraz bardziej więc doceniamy wygodę życia na Wyspach.
Polacy w Wielkiej Brytanii mają zupełnie inne zapatrywanie na naszą scenę polityczną niż rodacy, którzy pozostali w kraju. Nie identyfikują się z Prawem i Sprawiedliwością. Uważają, że ich rządy to kpina i żenada. Nie chcą się już wstydzić za własne państwo, którego rządzących nawet tak umiarkowane brytyjskie dzienniki jak "The Guardian" i "Financial Times" określają jako "dziwacznych" czy też "ekscentrycznych". W Wielkiej Brytanii nie ma takich afer, takich kłótni.
Czy emigranci wrócą do Polski, jeśli zajdą te zmiany? Wróci większość. Tutejsza frekwencja wyborcza będzie wypadkową ich zainteresowania oraz liczby punktów wyborczych. Niestety jest ich zdecydowanie za mało. Brakuje możliwości głosowanie przez internet. Zagłosują na PO. Popularność Platformy wynika chyba ze stosunkowo liberalnych poglądów na sprawy gospodarcze oraz otwartości umysłowej. Emigranci widzą w niej partię, która chce się pozbyć narodowo-katolickiego balastu.
Jak oceniają program "Powrót"? Nie mam pojęcia. Pierwszy raz słyszę o tym programie. Prawdopodobnie jest to kolejna inicjatywa rządowa, która ma mieć większe przełożenie na kampanię wyborczą, niż na rzeczywiste nakłonienie rodaków do powrotu. Jeżeli miałoby być inaczej, to należałoby przede wszystkim nagłośnić tę akcję zagranicą.
* Jaromir Rutkowski, dziennikarz „Polish Express", w Londynie od 2005 r. na razie nie zamierza wracać. „PE” powstał w październiku 2003 r., bezpłatny tygodnik dostępny w całej Wielkiej Brytanii. Strona: www.polishexpress.co.uk
środa, 17 października 2007
Jak nasze ambasady 'zachęcają' do głosowania

Konsulaty, do których nie można się dodzwonić w sprawie wyborów, nieżyciowe przepisy o rejonizacji, brak możliwości oddania głosu pocztą - oto kilka, przykładowych listów, które w ostatnich dniach przysłali do gazetawyborcza.pl (listydogazety@gazeta.pl ) Polacy mieszkający za granicą.

Chciałbym wziąć udział w wyborach, ale jest to bardzo trudne. Mieszkam w Kanadzie w mieście Windsor. Lokal wyborczy w Kanadzie jest w Toronto, do którego mam ok. 400 km. Bliżej miałbym do Detroit, bo ok. 20 minut jazdy samochodem, ale to niemożliwe, bo nie mieszkam w w USA. Druga sprawa to niemożność zarejestrowania się telefonicznie. Nie dostanę dnia wolnego z pracy więc nie mogę pojechać do Toronto, aby się zarejestrować. Tym samym zostałem pozbawiony prawa do głosu.
Janusz Kisiel, 15 października

Mieszkam od 19. lat w Niemczech. Czując się Polakiem biorę udział w życiu kraju i regularnie głosuję w wyborach. Bulwersuje mnie tegoroczne przygotowanie polskich konsulatów. Dopiero w ostatni dzień, kiedy można się rejestrować, pojawia się na ich stronach informacja na ten temat. Warto podkreslić, że Polacy mieszkający w Niemczech, instalują na komputerach niemieckojezyczny Windows i Google.de. Co za tym idzie? Strona internetowa Polskiej Ambasady otwiera sie w jezyku niemieckim, a w tej wersji nie ma zadnej informacji o wyborach...Od godziny próbuję się dodzwonić do Konsulatu +49221937300. Bez skutku! W przypadku „wolnego” sygnału po kilku sekundach zostaję rozłączony! Czyżby rzeczywiście nikomu nie zależało na głosach Polonii Niemieckiej?
Maciej Lisiecki, Köln, 16, października

Już od tygodnia próbuję się dodzwonić do polskiego konsulatu w sprawie wyborów. Mieszkam w Niemczech od 10 lat, mam polskie obywatelstwo i chciałam głosować w niedzielę. W Berlinie nikt nie odbiera, w Hamburgu usłyszałam, że muszę dzwonić do Kolonii, a poza tym centrala telefoniczna w Hamburgu nie udziela informacji. W Kolonii dzwoniłam na siedem różnych numerów, żaden nie odpowiada. Zaczynam się zastanawiać czy to nie całkiem przypadek, że akurat teraz telefony w konsulatach są niedostępne. Nie zamierzam głosować na PiS, moi polscy przyjaciele za granicą także. Czyżby istniał jakiś związek?
Magda, 16 października

Mieszkam w Danii na Jutlandii, niedługo wybory. Żeby głosować muszę pojechać do Kopenhagi (cały dzień podróży, ok. 250 zł kosztów). Na Jutlandii i Fionii mieszkają tysiące Polaków bez dostępu do urn wyborczych. To dziwne, że w 2007 r. w Polsce nie da się, tak jak np. w Danii głosować listownie.
Maciej Labuda, 16, października

Mieszkam w Marbelli koło Malagi (Andaluzja) i bardzo chciałabym wziąć czynny udział w budowaniu lepszej, wolnej Polski! W południowej części Hiszpanii, w której przebywa bardzo wielu Polaków ( pracujących i na wakacjach) jest tylko jeden punkt wyborczy, w Murcji (dokąd mam 600 km; brak jest połączeń lotniczych). Jest nas tutaj sporo i nikt z nas nie będzie głosował. Jestem przekonana iż powinien być również okręg w Sewilli. Jest mi bardzo przykro i proszę o poruszenie tego tematu. Do mojego listu dołącza się wielu przyjaciół, którzy wierzą iż pomimo naszej niemożności głosowania dokona się zmiana rządów w Polsce.
A.M., 14, października

Ludzie wyjeżdżają, bo tu trudno założyć firmę

Już o 10.00 debata z udziałem przedstawicieli PO, PiS i LiD (warszawska redakcja GW, ul. Czerska 8/10, wstęp wolny). W internecie na gazetawyborcza.pl transmisja na żywo.

Politycy odpowiedzą też na wybrane pytania internautów, którzy wcześniej nagrali się i wrzucili swoje pytania na youtube . Poniżej pytanie dlaczego w Polsce tak trudno założyć firmę, że ludzie wyjeżdżają na Zachód.

wtorek, 16 października 2007
Pytanie z Wysp: Dlaczego w Polsce nie ma związków partnerskich?

Przedstawiciele PO, PiS i LiD spotkają się jutro, czyli wśrodę 17 października na debacie w warszawskiej redakcji GW (ul. Czerska 8/10, wstęp wolny). Początek o 10.00, a koniec ok. 1,5 godziny później. W internecie na gazetawyborcza.pl będzie transmisja na żywo.

Politycy odpowiedzą też na wybrane pytania internautów, którzy wcześniej nagrali się i wrzucili swoje pytania na youtube .

Poniżej pytanie Damiana Domskiego z Wielkiej Brytanii.