O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  


czwartek, 01 listopada 2007
Mój kawałek Europy - 21 Argonautów na tropie

 Wielka wyprawa 21 reporterów "Gazety": Nie wysłaliśmy ich, by opisali, jak działa Unia Europejska, ale by odkryli tajemnicę jakości życia w 21 miastach
Natchnęli nas czytelnicy, nasi krewni i znajomi, którzy po 1 kwietnia 2004 r. wyjechali do Anglii czy Irlandii za pracą. Zasypali nas swoimi odkryciami:
- że na każdym skwerze jest ławka (kolorowa albo stylowa, a przede wszystkim cała);
- że rower w mieście to nie ekstrawagancja;
- że założenie firmy trwa 20 minut;
- że miast nie zapycha się ogrodzonymi apartamentowcami.
Wydaje się, że pieniądze nie są tym najważniejszym, co ludzie przywożą z emigracji. To setki prostych i często niedrogich rozwiązań, które powodują, że w Europie dobrze się żyje - łatwiej, przyjemniej, szczęśliwiej.
Emigranci inaczej rozumieją europejskość niż euroentuzjaści. Ci ostatni, myśląc o zjednoczonej Europie, myślą o instytucjach, zasadach prawa, procesach, strukturach, funduszach itd. A zwykli ludzie przez europejskość rozumieją jakość życia.
Wysłaliśmy 21 reporterów z 21 lokalnych redakcji "Gazety" w ślad za naszymi czytelnikami, żeby sprawdzili na własne oczy, co tak ujęło polskich emigrantów i urlopowiczów. Jak w takim Leverkusen czy Tuluzie załatwia się codzienne sprawy w urzędzie? Jak się dojeżdża do pracy? Jak uczą w szkołach? Gdzie się wypoczywa w weekend? Jak się rozwiązuje spory?
Nasi reporterzy starannie dobrali miejsca, do których wyruszyli. Opowieść o niemieckim Leverkusen, mieście wielkiego koncernu (Bayer) nad wielką rzeką (Ren), będzie dla mieszkańców Płocka - z Orlenem i Wisłą - opowieścią o nich samych. Torunianie "przejrzą się" w uniwersyteckiej Getyndze, Ślązacy w Zagłębiu Ruhry itd.
12 listopada, kiedy wszyscy reporterzy wrócą do kraju, przeczytacie na łamach "Gazety" pasjonującą i pouczającą historię 21 miejsc na naszym kontynencie.

Szczgóły nowej akcji Gazety Wyborczej >>

Każdego dnia relacje naszych reporterów na blogu: mojkawalekeuropy.blox.pl

wtorek, 30 października 2007
Tusk pojedzie do Londynu podziękować za poparcie

Lider Platformy Obywatelskiej i kandydat na premiera odwiedzi brytyjską stolicę w najbliższą sobotę - dowiedziało się Polskie Radio Londyn. Donald Tusk chce osobiście podziękować Polakom za udział w wyborach i głosowanie na Platformę. Informację też potwierdził portalowi Gazeta.pl poseł PO Krzysztof Lisek. Spotkanie z Polakami rozpocznie się o godzinie 17 w Ealing Town Hall. Tusk odwiedzi również Polskie Radio Londyn , które będzie na bieżąco informować o wizycie lidera PO.

My tu jesteśmy samotni!!!

Z listów do redakcji: Witam, mieszkamy obecnie w UK w przeuroczym miasteczku Canterbury. Jesteśmy parą z wyższym wykształceniem humanistycznym, pasjonatami filmu i teatru. Zawsze żywo zainteresowani wszystkimi sprawami dotyczącymi Polski.
Do niedawna spotykaliśmy się z doradcami finansowymi i omawialiśmy plan kupienia domu w Anglii i założenia tu rodziny. Zaczęliśmy sobie to wyobrażać i powoli uzmysławiać, że cena pozostania tutaj jest za wysoka, jak wiele tracimy żyjąc tu. My tu jesteśmy samotni!!! I wiem, że większość Polaków odczuwa to samo. Ludzie się izolują. Nie ma przyjaźni międzynarodowych (wielu).
Nie mamy z kim porozmawiać, nie mamy serdecznych znajomych, na których można zawsze liczyć. Polacy są zapracowani, wyjeżdżają, przyjeżdżają, pracują po 12 godzin na dobę, nie mają na nic czasu. Anglicy nie chcą nawiązywać przyjaźni. Wystarczają im kontakty z obcymi w pracy, a i te często są naznaczone tym, że on jest u siebie, a my jesteśmy obcy. W UK ludzie nie rozmawiają o filmach, nie są zainteresowani tym, co w teatrze, w którym najczęściej oglądają musicale, nie mają poglądów, nie chcą się otwierać na nowych ludzi. Żyjemy tu trochę jak w gettcie. Zawsze z tą samą grupką Polaków, oglądani z niechęcią przez Anglików, którzy mają serdecznie dość obcokrajowców. Tutaj ludzie dywagują na temat zaginionej Madleine i strasznym wypadku na A4, o pogodzie i nowym take away.
Wracamy, mamy dość. Pieniądze są świetne, ale za jaką cenę...
Wracamy, postanowione i to daje nam świetną energię, z którą można żyć! Pozdrawiam, Marta.

Czy macie podobne odczucia? Czy Wy odnajdujecie się w innej kulturze? Piszcie: listydogazety@gazeta.pl 

15:24, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (7) »
Łomża znika z Greenpointu

GREENPOINT.

Powinienem poczuć się tu jak w Łomży. Taki był chyba zamysł ojców-założycieli tej zamorskiej polskiej kolonii. W sklepie 'KISZKA KIELBASY' z wystrojonymi w biało-czerwone fartuchy ekspedientkami gulasz angielski po 2,79 USD. W kiosku obok 'Angora' za 2,5 USD i 'Gwiazdy' z 'najlepszym horoskopem na każdy dzień tygodnia'. Jest też 'Kobra', 'Nie', 'Super Express'. Z tablicy ogłoszeń: Kabaret OTTO - bilety 28 USD; Lady Pan i Paweł Kukiz. I jasnowidz który 'przewidzi myśli twojego wspólnika'. W szyldzie restauracji 'SNIADANIA OBIADY KOLACJE' namalowany wielki orzeł bielik w koronie. Wykorzystanie naszego godła w kontekscie kulinarnym wydaje mi się bardzo ryzykowne; i nie tylko dlatego, że to ptak chroniony. Domki-kamieniczki niewielkie, zgrzebne. Choć - widać - sporo się buduje.

Takie mam pierwsze wrażenie ze spaceru po Manhattan Av.

Drugie wrażenie jest kompletnie inne - po rozmowie z Polakami, z tymi, co jeszcze tam są. - Widzi pan te delikatesy? Jeszcze dwa lata temu wyglądały jak wiejski sklep. Dziś design jak na Manhattanie. Ceny też. Ale dalej prowadzi to polska rodzina. Aptekę obok też. I restaurację, do której przyjeżdżają młodzi Amerykanie - mówi mi dyrektorka jednego z polskich biur podróży. - Wiosną tego roku otwarli tu pierwszego  Starbucksa. To knajpa, którą otwierają tylko w lepszych dzielnicach - dodaje.

Słyszę, jak Greenpoint się zminia. Jak zabudowują go nowymi kondominiami. Jak coraz dalej jest od Łomży. A bliżej do Warszawy i Manhattanu. Podobno zresztą miasto ma wybudować most łączący Greenpoint z Manhattanem. Coś o tym słyszeliście? Zburzą nam Łomżę?!

 

14:22, wojciech.pelowski , Od redakcji
Link Komentarze (2) »
Liberalny Londyn, konserwatywne Chicago, czyli skąd ta wysoka frekwencja wśród emigrantów
Wyniki polskich wyborów w Wielkiej Brytanii przeszły wszelkie oczekiwania. Domyślano się, że za granicą obecnie mieszka elektorat w większości liberalny, otwarty na świat, promodernizacyjny i proeuropejski, ale żeby aż tak? Na trzech głosujących dwóch wybrało Platformę. Reszta rozłożyła się na LiD i PiS. Skąd to się bierze?
niedziela, 28 października 2007
Tak było zaledwie przed tygodniem
Toronto, Londyn, Dublin, Kolonia i wiele innych miast na całym świecie, w których przezd tygodniem tysiące Polaków stało po kilka godzin w kolejkach do urny wyborczej. 
O czym wtedy rozmawialiście? Czy zawarliście niezwykłe znajomości? Czy zamierzacie wykorzystać jakoś to kolejkowe doświadczenie? Poniżej dwa filmy z Londynu i jeden z Kolonii.

Kolonia - film nadesłany przez czytelnika GW

sobota, 27 października 2007
Rodzice emigrują, dzieci wybierają Polskę
24 pażdziernika w "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł o szesnastolatku, który mieszka i uczy w Polsce, mimo że jego rodzice wybrali życie na Wyspach. Rodzice Olka wyjechali z Polski pierwszy raz 12 lat temu, wrócili do Łodzi i ponownie wyjechali. Znaleźli dom i pracę w Newcastle. Postanowili tam zostać na stałe. Olek rozpoczął naukę w High School. Szkoła bardzo mu się podobała, miała bogate wyposażenie, dbała o uczniów. Po półtora roku Olek postanowił dokończyć edukację w Łodzi. Zamieszkał u babci i chodzi do szkoły publicznej. Jego rówieśnicy nie rozumieją jego wyboru.
piątek, 26 października 2007
Emigranci do premiera
22 października w "Gazecie Wyborczej" ukazał się tekst "Dzwoni premier po poradę". Zapytaliśmy czytelników, co oni odpowiedzieliby nowemu szefowi rządu, gdyby zapytał ich o zdanie. Wśród wielu odpowiedzi znalazły się również głosy z emigracji, oto ich fragmenty.
czwartek, 25 października 2007
Na Greenpoint lata LOT?
Dzień dobry z NYC. Pierwsze wrażenie - to miasto nie jest odbiciem Londynu! A trochę tego się spodziewałem. Bardziej kolorowo, wysoko i na luzie. Do tego połamane chodniki, dziury w ulicach, brud w metrze, w którym nie słychać polskiego języka. Mój znajomy, który do NYC przyleciał kilka dni temu, opowiadał jak słuchał o zawodowych planach rodaków w samolocie. Leciał LOT-em, z ekipami budowlanych pracowników zbazowanych na Grennpoincie. Sam leciałem BA. Też spotkałem kilku Polaków. Z przewodnikami w rękach zaczynali od Nowego Jorku wycieczkę po Stanach. Zatrzymałem się w hotelu w okolicach Central Parku, na górnym Manhattanie. Szukam Polaków w 18 województwie. Jadę na Greenpoint.
16:09, wojciech.pelowski , Od redakcji
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
Analiza wyników wyborów

Trzy rzeczy, które mogą zainteresować emigrantów: Dzisiejsza GW, analiza Piotra Pacewicza:

O frekwencji. W porównaniu z wyborami 2005 głosowało o prawie cztery miliony (3 mln 886 tys.) osób więcej! A przecież liczba uprawnionych była taka sama, rzesza zaś potencjalnych wyborców znalazła się za granicą, co pomimo mobilizacji EU-migrantów oznacza naturalny spadek frekwencji. To dodatkowo dowodzi, jak duża była mobilizacja Polaków.

O poparciu dla PiS. Uderzające, jak wielu nowych wyborców PiS zmobilizował - 1 mln 859 tys. Zaiste, pogłoski o klęsce wyborczej partii Kaczyńskiego są przedwczesne.

O poparciu dla PO. PO zdobyła o 700 tys. głosów więcej niż Platforma i PiS w 2005 r. razem wzięte! Ponadsiedmiomilionowy elektorat Platformy jest w co najmniej dwóch trzecich nowy. Wielu wyborców wierzy w dobre rządy PO, ale znacząca część chciała po prostu zablokować PiS, a jeszcze inni zaufali socjalnym obietnicom Tuska z końcówki kampanii. Walka o utrzymanie tak niejednorodnego elektoratu może paraliżować politykę rządu, a nawet zachęcać do powtarzania chwytów populistycznych a la PiS. Platforma może się obawiać postawić na modernizację kraju, zbliżenie z Europą i liberalne posunięcia gospodarcze, np. prywatyzację. Mogłoby to zresztą napotkać opór w szeregach PO, nie mówiąc już o prawdopodobnym chłopskim koalicjancie. Platforma może tym samym rozminąć się z tą częścią elektoratu, która najbardziej się zmobilizowała - ludźmi młodymi i wykształconymi, których drażnią wszelkie przejawy polskiego zaścianka. A przepłynęło do Platformy aż 802 tys. wyborców centrolewicy z 2005 r. (SLD, SdPl i PD) - to w znacznej części wykształciuchy o otwartych umysłach. Więcej >>

wtorek, 23 października 2007
Po co mają wracać? Nie przyjadą nowi
Nikt nikogo nie zmuszał do wyjazdu i pomimo plejady bzdur wypisywanych na różnych forach internetowych i w mediach, mało kto kierował się w swoich decyzjach o migracji jednym czynnikiem, a już na pewno nie kontestacją polskiego państwa i społeczeństwa - pisze Michał Garapich, antropolog społeczny z Center for Research on Nationalism Ethnicity and Multiculturalism Roehampton University.
Które z Waszych wyborczych zdjęć najbardziej Wam się podoba?

Dwa zdania napisała dla nas Kinga Kenig, fotoedytorka GW i autorka bloga blindspot: Dziennikarstwo obywatelskie, czy jak wolę je nazywać teksty, zdjęcia, filmy czytelników są często dla redakcji bezcennym skarbem. Prasa, telewizja, serwisy internetowe regularnie korzystają z relacji zwykłych obywateli, którzy byli we właściwym miejscu i czasie i sfotografowali, nagrali, opisali zdarzenie, którego byli świadkiem. Dzień po wyborach Gazeta Wyborcza na całej rozkładówce opublikowała zdjęcia Polaków głosujących w lokalach wyborczych na całym świecie. Było to możliwe właśnie dzięki amatorskim zdjęciom nadesłanym przez czytelników. Spośród wszystkich zamieszczonych na tym blogu , wyróżnia się jedno, zrobione telefonem komórkowym przez pana Piotra Stokłosę.

Przedstawia gigantyczną kolejkę ciągnącą się do lokalu wyborczego w Polskim Konsulacie w Paryżu. Pan Piotr przeszedł na drugą stronę ulicy i wykonał zdjęcie w formie panoramicznej dzięki czemu otrzymał pełen obraz długości kolejki. Podobne ujęcie, również w formie panoramicznej, przedstawiające sznurek Polaków w Londynie opublikowaliśmy w GW na wspomnianej rozkładówce (fot. Tomasz Wawer)

Również tu kolejka 'zawijała' na rogu budynku a samo zdjęcie 'ciągnęło się' przez dwie strony Gazety.

A jakie jest Wasze zdanie? Które z Waszych zdjęć, która z Waszych relacji wywarła na Was największe wrażenie?

Syndrom F92: rodzice na anglosaksach, a dzieci w psychiatryku

Matka w Anglii, ojciec w Holandii, jeden syn u babci, drugi - w psychiatryku - pisze Jacek Hugo-Bader w reportażu Syndrom F92 opublikowanym we wczorajszym Dużym Formacie.
Przed trzema laty pani Ewa i jej mąż sprzedali samochód, wzięli kredyty, wynajęli lokal w rynku i założyli zakład pogrzebowy Hades. W Niemczech kupili używany karawan, wzięli w komis kilkanaście trumien, a klienci się sypnęli.
Świetnie im szło. Już po kilku miesiącach proponowali pani Sabinie, żeby sprzedała mieszkanie i rozpoczęła z nimi budowę domu. Wtedy wszyscy, także Olaf, mieszkaliby pod jednym dachem.
Po takim sukcesie w ich miasteczku zakłady pogrzebowe zaczęły powstawać jak grzyby po deszczy. Rozpoczęła się straszliwa walka o klienta, do której pani Ewa ani jej mąż się nie nadawali. Nie potrafili stać pod szpitalem i czekać, aż ktoś umrze.
Po 13 miesiącach działalności firma upadła. Zostały długi w bankach, ZUS-ie. Sprzedali karawan, który był ich jedynym środkiem lokomocji.
- Wszędzie nim jeździliśmy - pani Ewa mówi smutno. - Na święta do mamy, nad wodę, po syna do szkoły.
- Z tylu było jedno miejsce leżące - mówię ponuro.
- Mebel zawsze można było przewieźć, albo rower.
Po upadku firmy pani Ewa pracowała w barach albo w sklepach. Ostatnio za 400 złotych na pół etatu. W ich miasteczku nie było innej pracy dla kobiet. Jej mąż dostał pracę za 1200 złotych w fabryce drutu. Nie byli w stanie spłacać długów, więc w połowie zeszłego roku postanowili, że mąż zostanie w domu z synem, a pani Ewa pojedzie do Anglii.
Zaczynała od pracy na czarno za 2,5 funta za godzinę. To rozpaczliwie mało, bo życie w Wielkiej Brytanii jest bardzo drogie. Ciągle nie mogli spłacać długów, więc mąż pani Ewy rzucił fabrykę drutu i pojechał szukać pracy do Holandii. Syna zostawił pod opieką swojej matki.
Od grudnia zeszłego roku pani Ewa ma lepszą pracę, 5 funtów za godzinę. Obliczyła, że oboje z mężem jeszcze pół roku pracować będą tylko na długi.
- I wróci pani do Polski - zgaduję.
- Nie mam po co i do czego - odpowiada. - Przyjechałam tylko po Marka. A mąż? Jemu bardziej zależy na wolności niż na kontakcie z synem. Czytaj cały tekst >>

Jak głosowała zagranica?

Najlepszy wynik PO uzyskała w Szkocji - 75,5 proc. (PiS 10,5 proc.), w Irlandii - 74 proc. (PiS 12). PO zwyciężyła też w Moskwie, Afganistanie, Holandii, Belgii - podaje dzisiejsza GW na stronach działu krajowego .
Wszystkie głosy oddane za granicą zostaną dodane do głosów w okręgu warszawskim, co dodatkowo zwiększy przewagę PO nad PiS w stolicy (po zliczeniu danych z 88 proc. obwodów i PO miała 52,7 proc., a PiS 28,6 proc.). Według informacji "Gazety" wyniki wyborów w Irlandii i Anglii zostały wczoraj przekazane do Polski.

Dziennikarz GW jedzie do 18. województwa

OK., jest po kampanii, po ciszy wyborczej, po wyborach, ogólnie – PO. Można już nieco bezkarniej pisać, co się myśli. Refleksja pierwsza: PiS potrafił przytulić starszych i słabiej wykształconych. Platforma – młodych i bardziej rozgarniętych. Wygrali młodsi. Czy to przypadkiem nie lepiej dla tej krainy??

Tyle w tym temacie, teraz podział świata. Nelly z prezydentem pojechała do Ameryki. Donald Tusk robił młodzieżową kampanię w samolotach Ryanaira. Wyspy głosowały na Tuska, Ameryka na Kaczyńskiego. Ja mam dość Wysp z ich tanimi liniami, kolejkami do konsulatów i kiełbasą krakowską na Hamerszmicie. Jadę szukać prawdziwych emigracyjnych korzeni, jadę do Ameryki, jadę przypomnieć sobie o dolarach, jadę do osiemnastego województwa. Do Ameryki namaszczonej taką emigracyjną traumą, że wykształciuchy z Londynu, Edynburga i Dublina powinny kłaniać się jej w pas.

W środę lecę do Nowego Jorku, do Polaków. Dam znać, co słychać.

Wojciech Pelowski, Gazeta Wyborcza Kraków
poniedziałek, 22 października 2007
Paryż cz. 2

Z listów do gazetawyborcza.pl (listydogazety@gazeta.pl ): Poniżej zdjęcie (z telefonu) z wczorajszych wyborów w Paryżu. Po prawej stronie widac Esplanade Inwalidow natomiast po lewej (jasna czesc budynku z galeziami) wejscie na dziedziniec Polskiego Konsulatu. W Paryzu mieszkam na stale. Przeprowadzilem sie kilka miesiecy temu po 5 latach mieszkania w UK. Jestem fotografikiem i grafikiem. Pozdrawiam Serdecznie, Piotr Stoklosa.

Hiszpania

Madryt. Zdjęcie jest średniej jakości, bo robione przedpotopową komórką, ale widać najważniejsze, czyli obywatela polskiego tj. mnie przed komisją wyborczą ;) Głosowałam w ambasadzie polskiej w Madrycie i muszę przyznać, że byłam zaskoczona frekwencją. naprawdę dużo ludzi się zmobilizowało, widziałam listy wyborcze i tłumy przed ambasadą, nawet przyjechał autokar z polskimi turystami, aby mogli pójść głosować. Niestety, część osób nie dowiedziała się przed wyborami o konieczności posiadania zaświadczenia o prawie do głosowania bądź uprzedniego wpisania się na listę. widziałam, że zbierali podpisy pod pismem do konsula w tej sprawie, bo bardzo chcieli głosować.
Głosowałam za granicą już drugi raz, bo studiuę w Hiszpanii. Uważam to za swój obywatelski obowiązek i zdrowy przejaw patriotyzmu, więc choć podróż do ambasady zajeła mi 2 godziny w jedną stronę, nie mogłam przegapić okazji do wyrażenia swojej opinii.
Jeszcze nie wiem, gdzie będę pracować po studiach i czy wrócę do Polski. Na pewno najbliższe dwa lata spędzę pod Madrytem, a potem zadecyduję, co dalej. Karolina.

 

Barcelona. Na zdjęciu konsulat generalny RP w Barcelonie. 1,5 godziny oczekiwania w pełnym słońcu i miłej atmosferze, obok bar więc znużeni i wyczerpani mogli liczyć na mrożoną kawę. Co bardziej wygłodniali wybrali opcję obiadu w kolejce. Niektórzy, nie-rezydenci, spieszący się na samolot zrezygnowali dla głosowania nie tylko z obiadu ale i wizyty na pobliskim Camp Nou!
Mieszkam w Barcelonie, pracuję między Barceloną a Krakowem. Nie czuję się emigrantką, w końcu Europa to taka większa ojczyzna. Pozdrowienia dla gazety, Magda.

 

Barcelona. Słonecznie, 18 stopni C. Głosowanie w polskim konsulacie na VI piętrze jednego z biurowców w eleganckiej dzielnicy Les Corts w Barcelonie przebiegało w miarę sprawnie, choć nie obyło się bez kolejek. W tychże spotkać można było zarówno osoby mieszkające w Barcelonie i okolicach, studentów
przebywających na wymianie zagranicznej, jak i turystów odwiedzających miasto. Czas oczekiwania wypełniali ożwionymi dyskusjami. Pozdrawiam, Tomasz Gucio (inżynier, 25 lat, w Barcelonie w sumie ok. półtora roku, nie planuję ani pozostania, ani powrotu - czas pokaże).

Irlandia

Cork. Staliśmy 1h20min,ale gdy wychodziliśmy około 15:40 kolejka była już na 2 godz. stania. Dość spokojnie, ale nerwy niektórym puszczały i jakieś k....y leciały.

Piotr, Paweł i dwie Kaśki pozdrawiają z Corku w którym od ponad roku pracują i są zadowoleni. Pozdrawiam Piotr.

Limerick. Witam, przesyłam zdjęcia wykonane 21 X w Limerick w Irlandii. Od godz. 10 do 20 tworzyła się 100m kolejka przed lokalem wyborczym. Budujący widok. Pozdrawiam, Arek.

 

Dublin. Dopiski na plakatach informacyjnych mnie powaliły - były bardzo pocieszające dla osób stojących juz 2h w kolejce :). Ja miałem szczęście, odstałem tylko 3h zanim mogłem oddać głos ;)
Jego Ekscelencja Ambasador tłumaczył się, że spodziewali się dużo mniejszej frekwencji... tzn, co? Nie wiedzieli ile osób zarejestrowali?
Głosowanie w Dublinie było pięknym pokazem dezorganizacji... Jakby nie można było zorganizować 4-5 punktów na terenie całego miasta, zamiast dwóch przy ambasadzie... Pewnie ambasada dostanie parę ciepłych słów od Gardy i innych ambasad z okolicy ;)
Pocieszające jednak było jak wiele osób zostawało, mimo konieczności długiego stania i dość chłodnego dnia (dzięki Bogu nie padało, podejrzewam, że wtedy kolejki byłyby dużo mniejsze) - wygląda na to, że
Polacy w Irlandii mają dość tłumaczenia się z głupich i głupszych zachowań dotychczasowego rządu. Pozdrawiam, Piotr Pajerski.

 

Kosowo

Mitrovica. Tak głosowali Polacy zatrudnieni w organizacjach międzynarodowych w Kosowie. Głosowanie odbyło się w polskim batalionie policyjnym w Kosowskiej Mitrovicy. Pozdrawiam, Piotr Uhma.

 

Holandia

Haga. Przesyłam zdjęcia sprzed Ambasady RP w Hadze. Dojechaliśmy tam (z okolic Amsterdamu) około 13. Była długa kolejka na kilkaset osób. W środku 5 stanowisk wydawania kart - było to stanowczo za mało. Z resztą tak samo jak tylko jeden lokal wyborczy w Holandii i to na samym zachodzie w Hadze, to też za mało i za daleko dla wielu Polaków mieszkających w Holandii.
Jesteśmy w Holandii od początku roku. Mój mąż Radek pracuje jako informatyk, ja zajmuję się domem i wychowaniem prawie 3-letniego Antosia. I czekamy na narodziny naszej córeczki Zuzi już w lutym . Do kraju chcemy wrócić za parę lat, więc zależy nam, by w Polsce żyło się lepiej. Pozdrawiam, Beata Krawiecka.

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8