O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


środa, 19 grudnia 2007
Śledź w Irlandii smakuje inaczej
Tanie linie lotnicze utrudniły Polakom przylot do kraju na święta a niektórym wręcz to uniemożliwiły. Ceny biletów rosły od kilku miesięcy.
Jak zatem emigranci spędzą święta?
Zaproszą rodzinę do siebie, spędzą święta za granicą ze znajomymi czy może po prostu je zbojkotują?
Kolędnicy - polskie święta w Irlandii w Polskim Expresie
20:58, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (2) »
Połowa rodziny jest na emigracji

Czy emigracja nieuchronnie prowadzi do zdrady i rozpadu związków? Czy dla rodziny są dobre wymiary dłuższego rozstania? Jak wygląda życie emocjonalne i seksualne Polskich emigrantów?
Rozmowa Dominika Uhliga z profesorem Zbigniewem Izdebskim, seksuologiem, doradcą rodzinnym: Seks na emigracji w Gazecie Wyborczej .
Wybrane komentarze internautów

16:21, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Dodaj komentarz »
Lekcja humoru
W telewizorze kończy się jeden z ważniejszych rytuałów politycznych w brytyjskiej demokracji - mowa tronowa królowej Elżbiety II w Izbie Gmin. Oglądający na sofie mąż zwraca się do żony: „Nie wszystko załapałem - napisy były po angielsku, ale mówiła po polsku”. Taki rysunek pojawił się w „The Times” i nie jest tylko rysunkiem. Jest manifestem jednego z największych, obok takich osiągnięć jak odkrycie struktury DNA czy fugi Bacha, wynalazków ludzkości - angielskiego poczucia humoru.
wtorek, 18 grudnia 2007
Powrót taty na emigracji

Od kilku tygodni "Gazeta Wyborcza" prowadzi z czytelnikami dyskusję o ojcach. Próbujemy dociec skąd wziął się kryzys ojcostwa w Polsce.
Czekamy również na głosy Polaków za granicą - jak wygląda „Powrót taty” na emigracji.

Wybrane teksty z cyklu:
Proponujemy narodową terapię "Powrót taty"
Kaci i kastraci

pozostałe teksty cyklu
Blog Powrót taty (listy od czetlników)

E-mail: powrot.taty@gazeta.pl

10:52, mwalendziewska , Od redakcji
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 grudnia 2007
Jak tani funt uderza w Polaków na Wyspach

Polak na Wyspach wysyła do Polski średnio 500 funtów miesięcznie. Trzy lata temu było to ok. 3,5 tys. zł, dziś - niecałe 2,5 tys. zł - donosi dzisiejsza Gazeta Wyborcza.

Spadek angielskiej waluty to teraz temat numer jeden na forach internetowych i w gazetach wydawanych na Wyspach dla Polaków. Portal southampton.info.pl zamieścił ostatnio artykuł "Bankructwo emigracji". Pyta dramatycznie: Czy nadal opłaca się tu pracować?

- Można mieszkać w czterech pokojach w trzy rodziny - odpowiada Edyta Wiśniewska, od trzech lat w Londynie. - Ale tylko wtedy, gdy jest szansa na budowę domku w Polsce. Mnożenie oszczędności przez 5, a nie przez 7 właściwie przekreśla moje nadzieje.

Tygodnik "Polish Express" (wydawany w Anglii, nakład 60 tys. egz.) sugeruje, że pobyt w Wielkiej Brytanii opłaca się tym, którzy chcą tam żyć. Dlatego Polaków, którzy oszczędzają na powrót lub pomagają bliskim w kraju, ubywa. Jeśli funt będzie nadal spadał, decyzja o powrocie będzie coraz trudniejsza.

Rosnące w Polsce wynagrodzenia zmniejszają też różnicę w zarobkach między krajem a Wyspami. W ostatnim roku średnie pensje w Polsce zwiększyły się nawet o 10 proc. A od naszego wejścia do UE - niemal o jedną piątą. Z punktu widzenia emigrantów - przeliczając polskie pensje na funty - zarabia się u nas ponad dwa razy więcej niż trzy lata temu. A to wtedy mieliśmy największą falę wyjazdów do Wielkiej Brytanii.
---
Jakie skutki spowodowało dla Was, dla Waszych rodzin umacnianie się złotówki wobec funta? Jakie decyzje będą w tej sytuacji podejmować Polacy na Wyspach? Czekamy na listy: 17wojewodztwo@gazeta.pl

Holendrzy mają problem z Polakami

Od miesięcy słucham komentarzy i dyskusji w holenderskim radio nt polskiej imigracji. Jestem bardzo zaniepokojona tonem debaty i działaniami na szczeblu administracyjnym, zwłaszcza pomysłem obowiązkowego "inburgening" - kursów przysposobienia do życia w Holandii. Meszkam w Holandii od trzech lat, pracuję w sztandarowej holenderskiej (właściwie międzynarodowej) firmie, coraz częściej w pracy spotykam Polaków. Są to zwykle młodzi, wykształceni ludzie, których firma wyłowiła z uniwersytetów i zaoferowała możliwości kariery. W innych dużych firmach jest podobnie, zatrudniają nas nie dlatego, że jesteśmy tani, tylko dlatego, że zdolni i wykształceni, paszport nie gra roli. Nie stanowimy środowiska, które prowokuje debatę wśród społeczeństwa holenderskiego, nie uprawiamy stylu życia przypisywanego imigrantom zarobkowym i nie mieszkamy w przeludnionych lokalach. Radzimy sobie z kupowaniem biletu na tramwaj, załatwianiem spraw w urzędach, kupnem domu, segregowaniem śmieci, można się z nami porozumieć przynajmniej w jednym języku. Nie jest nas mało, tylko nie robimy hałasu.
Niemniej, jakiekolwiek decyzje podejmą władze holenderskie, a jestem pewna, że temat się nie rozmyje, bo Holendrzy są bardzo zrażeni do imigrantów w ogóle i będą dmuchać na gorące, konsekwencje tego poniosą wszyscy Polacy, i ci którzy normy życia w społeczeństwie przyswoili i im one nie przeszkadzają i ci, którzy swoim zachowaniem irytują Holendrów. Jako osoba bardziej zainteresowana własnym życiem niż utrudnianiem życia sąsiadom, bardzo się tym niepokoję. Nie mam ochoty na  indoktrynację obyczajową i mam nadzieję, że polski MSZ zajmie w tej sprawie jakieś stanowisko, przynajmniej doradcze, popracuje nad problemem razem z Holendrami i wynegocjuje rozwiązania, które nie będą godzić we wszystkich, tylko tych, którzy rzeczywiście sprawiają kłopot. Teraz jest czas, żeby działać.
Z drugiej strony - rok temu przeprowadziłam się do uroczej osady nad rzeką. Chciałam tu zamieszkać, bo jest zielono, ładnie, niedrogo i niezbyt daleko do pracy. Uciekałam od stylu życia, jaki wiodą międzynarodowi ekspaci i chciałam pożyć jak zwyczajni Holendrzy. W mojej okolicy, rolniczej, pracuje wielu Polaków. Widuję ich wieczorem w sklepie. Kupują te swoje puszki z piwem, puszki rybne, kawałek sera. To zwykle robotnicy sezonowi, którym opłaca się oszczędzać. Zamiast wydawać na kufel w barze, spotykają się w czyjejś kuchni, by upijać się tanim piwem z zakąską. W wiosce takiej, jak nasza, oprócz uroków krajobrazowych nie ma wielu rozrywek, zwłaszcza gdy dni sa krótkie. Trudno oczekiwać, by po całym dniu pracy w szklarni zmęczony robotnik uprawiał jogging lub pocił się na siłowni, za którą trzeba sporo płacić. Jest parafia, ale protestancka, podejrzewam, że niewiele ma do zaoferowania Polakom. Co właściwie mają robić, bez rodzin, bez zwykłych zajęć domowych? Rozrywają się tak, jak potrafią. Tu i ówdzie młodzież skrzykuje się, samplują muzykę, urządzają potańcówki, kółka fotograficzne, ale zasadniczo nie jesteśmy narodem aktywistów, zwłaszcza, jeśli emigracja ma charakter sezonowy. Wydaje mi się, że same holenderskie gminy, słynące z aktywności, powinny się zdobyć na inicjatywę i wystąpić z ofertą dla Polaków. Być może wystarczy udostępnić salę gimnastyczną do koszykówki, zorganizować bezpłatne kursy języka niderlandzkiego, zaprenumerować polską prasę, udostępnić internet, zrobić coś, co wyciągnie imigrantów z domów i sprawi, że poczują się bardziej u siebie i rozwiąże im problem zabijania czasu smęceniem nad butelką.
Nie da sie ukryć, że Polaków słychać: pod sklepem, bo się głośno awanturują (Holendrzy nie urządzają widowisk z prywatnych kłótni); w nocy wyrywa mnie z łóżka łoskot - dwaj zupełnie pijani rodacy starają się prowadzić rowery, ale co chwila lądują na plecach, z łomotem, który budzi pół ulicy. To cud, że nie wpadli do kanału (a może wpadli, bo w końcu zrobiło się cicho). Nie chcę przytaczać kolejnych przykładów, wszyscy je znają. Może czas wziąć się w garść i ku wspólnej korzyści przynajmniej zredukować obecność akustyczną? Holandia to bardzo mały kraj i bardzo gęsto zaludniony, na każdego przypada mało miejsca i dlatego przez pokolenia wypracowano tak wiele niepisanych norm zachowań i tak restrykcyjnie się do nich podchodzi. Trudno się dziwić, że poszanowania reguł współżycia społecznego wymaga się od nowoprzybyłych, skoro każdy ma głęboko zakodowane, że należy szanować przestrzeń fizyczną innych, również w zakresie akustycznym. Można im tylko pozazdrościć.
Mleko sie rozlało, Holendrzy szybko wyrabiają sobie opinie o innych i na temat Polaków już je mają. W naszym najlepszym interesie jest poprawienie tego wizerunku.

Agnieszka 

Polski kłopot Holendrów w Gazecie Wyborczej

10:24, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Brytyjska edukacja rozczarowuje Polaków
Dla wielu rodziców cezurą jest osiągnięcie przez ich dzieci wieku czterech-pięciu lat. Wtedy zaczynają myśleć o powrocie - pisze Michał P. Garapich*
wtorek, 04 grudnia 2007
Niech się wydarzy cud, bo może tamta pani już wyjechała?

Przed tygodniem GW opisywała niespotykany do tej pory optymizm Polaków i skalę oczekiwań wobec Donalda Tuska. Aż 28 proc. ankietowanych sądzi, że za rok im i ich rodzinom będzie się żyło lepiej; ledwie 10 proc. obawia się pogorszenia swojej sytuacji .

O tym, że lepiej będzie w polityce i w gospodarce - uważa ponad 40 proc. Polaków. Pesymistów jest ledwie kilka procent. To poziom optymizmu nienotowany od początku lat 90. Piotr Pacewicz zastanawiał się, czy Tusk powinien łapać się za głowę?

Dla przypomnienia, oto sonda uliczna zrobiona przez znajomego dziennikarza na dzień po wyborach. Polecam ostatnią wypowiedź pani, która mówi, że nie chce za miesiąc wyjeżdżać .

 

Wiele zachodu o Kartę

Nowy rząd, nowy sposób na Polskę, nowy styl w polityce zewnętrznej, jednocześnie wiele starych problemów, niedokończonych spraw. Rząd PO-PSL wśród nich musi zająć się Kartą Praw Podstawowych.
Karta jest dokumentem, który zbiera (nie ustanawia) prawa obywatela Unii Europejskiej. Wiele z jej zapisów istnieje już w Konwencji Praw Człowieka, Europejskiej Karcie Socjalnej Rady Europy i innych.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego zadeklarowało, że Karty nie przyjmie, a na pewno nie z rozdziałem "Solidarność". Oficjalnym powodem miała być obawa przed przymusem zalegalizowania związków homoseksualnych. Mowa o tym jest jednak w innym rozdziale niż "Solidarność". Pojawiły się zatem zarzuty, że rząd boi się, że będzie musiał podwyższyć standardy ochrony praw socjalnych.
Dyskusja o Karcie toczy się również na łonie Kościoła. Rada Episkopatu nie sprzeciwiła się jej przyjęciu, nawet znalazła w niej pozytywne sygnały, ale jendocześnie wyraziła szereg wątpliwości.
Co dalej? Czy Polska powinna Kartę zaakceptować?

Jak do Karty ustosunkowało się państwo, do którego pojechaliście? Czy również wzbudziła ona takie wątpliwości? Jakie konsekwencje nastąpiły po przyjęciu/odrzuceniu? Czekamy na Wasze komentarze i listy.

Raport "Gazety Wyborczej"
Tekst Karty Praw Podstawowych

17:32, mwalendziewska , Od redakcji
Link Dodaj komentarz »
Artyści kontra piłkarze
W trakcie słynnego tournée obecnego premiera Donalda Tuska po Wyspach dwa miesiące temu premier z Gdańska zapragnął uścisnąć dłoń słynnego na cały świat i Siedlce piłkarza Artura Boruca. Jak do końca z tym uściskiem było, nie jest istotne, najbardziej jednak zastanawiające jest, dlaczego akurat piłkarza? Czemu nie architekta, budowlańca, fryzjerki, profesora uniwersytetu, nawet maklera z City, co to rozsławia imię kraju nad Wisłą, tłukąc szmal?
czwartek, 29 listopada 2007
Angielskie urzędy są gorsze niż polskie
Porównywanie, jak jest tu, a jak tam, należy do jednych z ulubionych rozrywek Polaków na Wyspach. Można wtedy kompleksy wyleczyć, i podpatrzyć to i owo, a nawet dookreślić własne stereotypy na temat Brytyjczyków. I nie ma w tym nic dziwnego, wszak podróże kształcą, a jedną z oznak tej szkoły jest większa wrażliwość na szczegóły.
Minister z Londynu
Zastanawiająca sprawa z tym nowym ministrem finansów bez NIP, prof. Jackiem Rostowskim, który jako obywatel brytyjski podatki zawsze płacił Koronie. Fakt obecności dwóch ministrów w nowym rządzie (Radek Sikorski jako ten drugi), którzy jednocześnie są poddanymi królowej Elżbiety II, można oczywiście interpretować jako znak czasów, w którym lojalności polityczne i obywatelskie są zróżnicowane i niezmonopolizowane przez jedno państwo. Jednak można też widzieć właśnie przez pryzmat jednego z najbardziej dogodnych i przyjaznego dla użytkownika systemów podatkowych.
środa, 21 listopada 2007
Gmina, zrobiła to po swojemu.
Do redakcji "Gazety Wyborczej" przyszedł list Pana Grzegorza. Jest on oburzony potraktowaniem polskich pracowników, którzy wyrzucani są z legalnie wynajmowanych mieszkań. Proceder ten uskutecznia Gmina Rotterdam, twierdząc, że Polacy są bardzo uciążliwi dla otoczenia. Pan Grzegorz twierdzi, że to przejaw szowinizmu i sprawa nie powinna przejść bez echa, zwłaszcza, że chodzi o Holandię - kraj, który ma opinię przyjaznego i bardzo tolerancyjnego.
Polscy nauczyciele na Wyspach
Ministerstwo Edukacji Narodowej chce wysyłać nauczycieli do Anglii i Irlandii. Mieliby oni uczyć dzieci polskich emigrantów języka, historii i geografii ojczystego kraju. Jest już nawet przygotowany projekt odpowiedniej ustawy. Problem jednak w tym, że sami nauczyciele, tak młodsi jak i ci starsi, do takiego wyjazdu wcale się nie kwapią.
Artykuł ”Polscy nauczyciele polecą na Wyspy” w ”Nowym czasie”
Język polski też przyda się w pracy

Jedna z  angielskich agencji wynajmująca nieruchomości, Connells, zadbała o komunikację pracowników z klientami-Polakami - donosi serwis ThisIsPlymouth.

Klientów z Polski w Plymouth jest coraz więcej. Zdaniem firmy będzie to dobrze widziane i przyczyni się do lepszych kontaktów agent-klient. W nauce mają pomóc rozmówki angielsko-polskie, w które zaopatrzono pracowników.

"Estate agents polish up their language skills" 

"Agenci uczą się polskiego" w Coolturze

19:55, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Dodaj komentarz »
Rząd USA pomaga Polakom

Rząd Holandii chce wysłać imigrantów z Europy Wschodniej na kursy, które pomogą odnaleźć się w ich kraju a rząd amerykański zrobił to w inny sposób. Na specjalnej konferencji w Jefferson Park zaprezentowano poradnik dla nowych imigrantów po polsku.

Poradnik przewiduje różne sytuacje życiowe imigrantów (dzieci, choroba, praca). Zaopatrzony jest w przydatne adresy, porady i wskazówki oraz przestrogi. Zawiera nawet informacje jak zostać obywatelem Stanów Zjednoczonych i dlaczego warto jest o to się starać.

Poradnik dla nowych imigrantów po polsku w progressforpoland.com

19:55, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (1) »
Przeprosiny były, ale...

Telewizja Fox przeprosiła wszystkich, którzy mogli poczuć się urażeni żartem o nazizmie, który wypowiedział jeden z bohaterów show "Back to You". Jednocześnie winę zrzucili na cechy bohatera, który ma właśnie a taki sposób żartować i podkreślać swą niewiedzę.
Przeproszono, ale fora internetowe i tak zdążyły skomentować to wydarzenia. Od niezbyt inteligentnych wyzwano nie tylko twórców programu, ale i samych Amerykanów.

TV Fox przeprasza Polaków za żart o nazizmie w "Gazecie Wyborczej"

Komentarze na wp.pl 

PolskaLokalna.pl 

19:55, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2007
Głupota czy celowa zniewaga?

Z ostrym protestem środowisk polonijnych w Chicago spotkały się słowa jednego z bohaterów show "Back to you" emitowanego przez telewizję Fox. Jeden z bohaterów, zachęcając kolegę do gry w kręgle, mówi: "Przecież wy Polacy macie to we krwi, jak kiełbasę, jak...współpracę z nazistami".

Przestawiciele Polonii amerykańskiej i dziennikarze przygotowali list protestacyjny, który ma trafić do wiceprezesa telewizji Fox w Los Angeles Josepha Earleya. 

W lliście czytamy, że odpowiedzialnym za tę kwestię albo brakuje jakiekolwiek wiedzy historycznej, albo celowo ktoś postanowił obrazić naród, który wyróżnił się w walce z nazizmem. Zażądano przeprosin i konsekwencji dla autorów serialu.

Antypolski dowcip w amerykańskiej telewizji Fox w "Gazecie Wyborczej

List protestacyjny po obraźliwych dla Polaków słowach w progressforpoland.com 

Polacy obrażeni przez Fox TV w TVN24.pl

20:06, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Dodaj komentarz »
Czytamy nawet za granicą

Liczna emigracja polska wymusiła na księgarniach i bibliotekach zaopatrywanie się w polskie pozycje wydawnicze. Wśród nich można już znaleźć zarówno książki popularnonaukowe, fantasy jak i opowiadania czy  bajki dla dzieci.

W ostatnich dniach ponad 150 polskich książek sprowadzono do Wimbledon Library - informuje PRL24. Jendak na świecie rośnie liczba instytucji o charakterze wyłącznie polonijnym.

Przydatne strony:

Adresy polskich księgarń na świecie 

Polski Instytut Naukowy w Ameryce

Polskie Centrum Muzyczne

Muzea, Archiwa, Biblioteki Polskie na Zachodzie

Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny

Biblioteka w Orchard Lake 

Biblioteka polska w Paryżu (fr)

Czy Wy korzystacie z polskich zbiorów? Kupujecie polskie książki w księgarniach? A może dostrzegacie braki w ofertach? Piszcie do nas: listydogazety@gazeta.pl
20:06, mwalendziewska , Od redakcji
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Dla kogo abolicja?

Podwójne opodatkowanie przeszkadza emigrantom, którzy z wielką nadzieją przyjęli obietnice Donalda Tuska rozwiązania tej kwestii.
Wstępnie mówi się o wprowadzeniu abolicji podatkowej tylko dla emigrantów w Anglii. "Gazeta prawna" podkreśla, że może być to pogwałcenie konstytucyjnie zagwarantowanej równości. Dlatego wraz z prawnikami analizują korzyści i problemy wynikające z wprowadzenia abolicji dla wszystkich, którzy pracują w krajach Unii po 1 maja 2004 roku.

"Abolicja powinna objąć wszystkich" w "Gazecie prawnej

21:29, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8