O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      


czwartek, 06 marca 2008
Pukanie się w glowę

 

- To Brytyjczycy wymyślili eksploatację nowoprzybyłych imigrantów, chciałam Państwu przypomnieć –powiedziała labourzystka Gwyneth Dunwoody.w przemówieniu otwierającym konferencję dla policjantów pt.: „The Impact of EU Accession State Migration on UK Policing”. Brałam w niej udział jako współprowadząca warsztaty dotyczące mediów  i komunikacji i zastanawiałam właśnie, się, jak uniknąć stereotypów, a jednocześnie coś przekazać.  

Słowa MP Dunwoody mnie poraziły, bo  byłam zaraz po lekturze inspirującego zestawu tytułów poruszających temat imigracji z bulwarówki Daily Mail, która najprawdopodobniej zostanie pozwana przez Stowarzyszenie Polaków w Wielkiej Brytanii.
- To  Brytyjczycy odizolowali przyjeżdżających, żeby ci nie dowiadywali się , jakie im przysługują prawa pracownicze, oferowali im przeludnione kwatery za wielkie pieniądze. – ciągnęła parlamentarzystka. Sala milczała głucho.  Nawet nie chciałam się rozejrzeć, żeby nie zobaczono w moim oku błysku triumfu, wiedziona słusznym instynktem, że powinnam się go wstydzić (triumfu, nie oka).
- Multihousing to nasz wymysł.  Potem ten pomysł przejęli inni, ale zaczęło się od Brytyjczyków.- padło dalej – Oczywiście, przyjeżdżają też różne  indywidua, które należy stąd jak najszybciej wykopać i byłabym szczęśliwa, gdyby to się udało.
Przyznam, że kontrast słów MP Dunwood z  zawartością Daily Mail był dla mnie ciężki do strawienia, bo się pogubiłam. Nie  da się ukryć, ze ktoś kiedyś musiał wykorzystać pierwszego Polaka na Wyspach i nie da się ukryć, ze duże są szanse, iż był to Brytyjczyk (ale co to oznacza? Naturalizowany Polak? Walijczyk? Szkot? Były obywatel Bangladeszu?), ale nie zastanawiałam się nad tym problemem, może dlatego, ze niektóre polskie media w Wielkiej Brytanii raczej pielęgnują mit Polaka, który Polakowi wilkiem jest i założyłam, ze tylko Polacy sobie wzajemnie gotują ten los. Wiem, ze moje założenie było niesprawiedliwe, ale ilustruje ono ślicznie , jak funkcjonuje mózg człowieka wystawiony na działanie uporczywych podobnych w treści bodźców.
Gwyneth Dunwoody była interesującym mówca, może dlatego, ze nigdy nie słyszałam ani nie widziałam samobiczującego się Brytyjczyka.. Owszem, wiem, ze należy się nieustannie skarżyć na pogodę , a w kręgach akademickich mówić, ze Wielka Brytania schodzi na psy. Ale i tak nie przypuszczałam, że moje uszy odnotują coś tak jednoznacznie niekorzystnego dla Brytyjczyków wypowiedzianego przez członka rządu brytyjskiego na konferencji policyjnej. 
 Każde stwierdzenie Dunwoody było  antytezą tego, co czyta się w Daily Mail.. O tym, że Brytyjczycy wyjeżdżają do Hiszpanii powiedziała „ Nie wiem, czym zasłużyła Hiszpania, na to, by przejęli ją Brytyjczycy”. O tym, że media mówią, iż Polacy” kradną” Brytyjczykom  pracę, rzekła, poprawiając okulary: „Nie mogę powiedzieć, żeby zabieranie pracy sprzed nosa naszej błyskotliwej młodzieży było czymś, z czym się spotkałam’ O angielskości „Śmiać mi się chce, kiedy ludzie mówią, że są Anglikami. Jak mogą tego dowieść?”
Ku mojemu zaskoczeniu, sala nie rzuciła się na nią, by ja rozszarpać,  nikt nie wstał i nie stwierdził, ze tym samym pani Dunwoody powinna się wyrzec swojego obywatelstwa albo z pewnością jest związana z jakimś antybrytyjskim i być może ogólnoświatowym spiskiem, który ma na celu oczerniać Brytyjczyków, obalić rząd brytyjski, przejąć władzę, zaprowadzić nowy porządek (odpowiednie wstawić). Nic podobnego się nie stało. Dunwoody zebrała oklaski i to nawet dość entuzjastyczne, a potem wszyscy przeszli do tzw. practicalities.
Chyba tylko ja przeżuwałam wewnętrznie przemówienie pani Dunwoody. I nadal tkwi ono w mojej głowie. Zdaje się bowiem, ze multikulturalizm Wielkiej Brytanii (ostatnio krytykowany, ale to już zupełnie inna historia)  jest możliwy dzięki temu, że Brytyjczycy w dyskursie publicznym potrafią sami siebie popukać w głowę. Teraz ja się tego uczę.

Aleksandra Łojek-Magdziarz


 

17:17, a.lojek-magdziarz
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 25 lutego 2008
Jest nagonka na Polaków czy jej nie ma?
Michał Garapich z synem

Nagonka prasowa na Polaków trwa - mówią jedni. Żadnej kampanii niechęci nie ma - twierdzą drudzy. No więc, jak to jest? Czy prasa brytyjska rzeczywiście na cel wzięła sobie przybyszy znad Wisły?

środa, 20 lutego 2008
Czyżby odwrót?

 

 

Zaczęło się do tego, że dostałam email od producenta kanału Channel 4, który robi czteroczęściowy film o Polakach w Wielkiej Brytanii, miedzy innymi o tym, że nie jedzą łabędzi. Spotkaliśmy się, by o tym porozmawiać i okazało się, że Dimitri twierdzi, że Polacy zaczynają mniej lub bardziej masowy exodus z Wielkiej Brytanii, co go bardzo zainteresowało. Najpierw potraktowałam jego stwierdzenie za lekko przesadne, ale potem, kiedy rozejrzałam się baczniej dookoła, zauważyłam, ze faktycznie – niektorzy wracają.

 

Pisał o tym The Times, tabloidy nawet zaczęły się niepokoić, bo po konsekwentnym i lękowym oraz długotrwałym opluwaniu imigracji jako takiej, odkryły nagle, ze jeśli skurczy się obecność taniej siły roboczej, ekonomia brytyjska może zacząć słabować, tym bardziej, że i Brytyjczycy mniej lub bardziej masowo wykupują posiadłości w Hiszpanii czy Francji, nie chcąc mieć z własnym krajem nic wspólnego (za drogo , jak mówią.)

I tak  wieść niesie, że likwidacji ulega jedna z lokalnych gazet polskich, nie dlatego, ze jej nie szło, ale że pracownicy i szefostwo dostali znaczne bardziej intratne propozycje pracy w Polsce . Nowopoznany kolega, który był w Anglii cztery długie lata , otrzymał propozycję, którą określił jako propozycję nie do dorzucenia, w Krakowie, jako menadżer, z taką samą pensja, jak w UK (która żebraczą nie była) plus na start mieszkanie na trzy miesiące , by się oswoił ze zmianą środowiska. Inna osoba, historyk i filmowiec w jednym, która pracowała w firmie, zajmującej się produkcją urządzeń przewodniczo- translatorskich, została przekierowana do Krakowa również z podobną ofertą finansową, więc się niedługo się wahała. Inni moi rozmówcy, jak się okazało, szukają pracy w Polsce, ale jednocześnie zachowują te same oczekiwania finansowe, jakie mieli tutaj- i niektórym zaczyna się udawać ,a inni cierpliwie studiują oferty pracy i liczą na to, że się uda.

Oczywiście, wszystkie te decyzje nie będą łatwe. Tylko ktoś bez wyobraźni mógłby powiedzieć, ze gładko jest przenosić się z jednego kraju do drugiego, jeśli się ma odrobinę ludzkich uczuć, naturalnie. Każda osoba, z która rozmawiałam na temat powrotu, stała w rozkroku mentalnym – zdając sobie sprawę z tego, że w Polsce będzie im brakować Wielkiej Brytanii, a w Wielkiej Brytanii brakuje im Polski i tak już zostanie.

„Już się nigdy nie będzie tak do końca u siebie” powiedział mi człowiek, który wiele lat spędził w Stanach (artysta), który oczywiście odnalazł się z powrotem w polskiej rzeczywistości, przyzwyczaił się do niej, ale po nocach śni mu się Nowy Jork i jogging tam uprawiany i rynek sztuki, na którym znajomości były mniej ważne od talentu twórcy.

- Nie ma powrotów – powiedział inny artysta, pisarz z lekką nostalgią, ale nie tragiczną (chyba już w naszych czasach w naszej szerokości geograficznej nie ma tragicznych nostalgii, bo granice otwarte na oścież) – Nie wraca się do tego samego miejsca, bo ono z czasem mija. Wszystko się zmieniło ludzie, otoczenie. Nie wracamy, tylko jeździmy i szukamy przeszłości, czasem ją odnajdujemy, czasem nie. Może zapachy są te same.

 

Niektórzy już nigdy nie wracają na stale, chcąc żyć symultanicznie w dwóch krajach. Pytanie o rozdarcia tożsamościowe będą zatem pytaniami , z którymi każdy z nas będzie musiał się zmierzyć, bo staną się częścią nas. Do tego dochodzi nieufność w stosunku do tego, co wymyślą rządzący w tak młodej demokracji, jaka jest demokracja polska.

- Demokracja polska to taki podlotek, któremu nie wiadomo, co do łba strzeli, gdy pójdzie na studia- powiedział inny emigrant, którego tez rozdziera od czasu do czasu tęsknota za krajem. Na razie zaspokaja ja podróżami do domu (ale gdzie ten dom jest? Wraca też do domu, tyle że w Londynie) i analizuje polską mentalność, choć już uzgodniliśmy, że tego terminu używać nie będziemy, wyszedłszy z założenia, że raczej miewamy do czynienia z przeżytkami mentalności postsowieckiej (tak, jeszcze, i niestety w niektórych aspektach skażenie to bywa to dziedziczne) , a nie czysto polskiej (takie bardziej romantyczne podejście). Bo wielu emigrantów wcale nie rozmawia o pieniądzach, ale o psychologicznych barierach, o braku transparentności niektórych instytucji w Polsce, nepotyzmie. Ci, którzy parali się nauka przed wyjazdem z Polski i mieli możliwość porównać ją ze stanem nauki w Wielkiej Brytanii (brak pijanych wykładowców, brak napuszonej hierarchii, brak syndromu kompulsywnego podkreślania, kim się jest i jaki się ma tytuł naukowy, brak wstrętu do zaawansowanej technologii i innych dziwnych zachowań, które zdarzają się od czasu do czasu  na polskich uniwersytetach) obawiają się, ze w tej dziedzinie nadal jesteśmy w dżungli lub w najlepszym razie w PRL-u. Ci, którzy zajmowali się biznesem, boją się nieuczciwości i braku etyki. I tak dalej.

Niemniej, zaczynają się powroty. Albo może nie powroty, zgodnie z tym, co powiedział wyżej wspomniany pisarz, ale migracje do Polski. Nikt nie wie, co one oznaczają i jak długo będą trwały, ale przynajmniej ruch nie jest już jednostronny. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, dla Polaków i Polski.

 

 

 

Aleksandra Łojek-Magdziarz

15:20, a.lojek-magdziarz
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Szariat na Wyspach -fakt (prawie) dokonany?

Arcybiskub Canterbury, dr Rowan Williams powiedział, że wprowadzenie niektórych elementów prawa islamskiego do systemu prawa brytyjskiego jest nieuniknione. Stwierdzeniem tym wytyczył sobie ścieżkę na szczególnie parszywe pole minowe - pisze Aleksandra Łojek-Magdziarz*.

piątek, 08 lutego 2008
Im granice słabsze, tym mocniejsze

Propozycja reformy ordynacji wyborczej za granicą przedstawiona przez Fundację Helsińską zasługuje na uwagę. Po raz pierwszy padły tak konkretne propozycje. Dotychczas debatę prowadziło lobby organizacji polonijnych, co - delikatnie mówiąc - zawężało perspektywę.

poniedziałek, 04 lutego 2008
Wyrok

Może nie wszystko, co w procesie Jakuba T. miało miejsce jest jasne i klarowne (przynajmniej dla mnie), ale wiara w spisek Brytyjczyków przeciwko Polakom i odwrotnie, wiara w to, że Polacy jeżdżą na Anglii, by gwałcić kobiety brytyjskie, jest jedynie przykrym obrazem tych pretensji i żali, jakie będą się pojawiać jeszcze przez wiele lat w Wielkiej Brytanii i w Polsce WŚRÓD tych, którzy się czegoś boją - pisze Aleksandra Łojek Magdziarz*, komentując relacje procesu z Exeter w polskich i brytyjskich mediach.

piątek, 01 lutego 2008
Na Wyspach polski ksiądz będzie miał pełno roboty

"W stosunku do liczby kościołów katolickich, gdzie są polskie msze, Polaków jest po prostu zbyt wielu. Na Wyspach może być nawet ok. 1,5-2 mln imigrantów z Polski, a w całej Anglii i Walii jest zaledwie 200 kościołów, w których można posłuchać mszy po polsku. Gdyby tylko jeden na kilkuset imigrantów chodził do kościoła, i tak będą tłumy.
- Przyjechaliśmy specjalnie spod Londynu zaraz po pracy, w naszej okolicy nie ma żadnego kościoła z mszą po polsku. Do domu mamy dwie godziny, najpierw metrem, a potem autobusem. Ale warto przyjechać, cały tydzień się na to czeka - mówią "Gazecie" Ola i Rafał. Właśnie wyszli z mszy na godzinę 19.00"

Przeczytaj cały artykuł "Kościoły na Wyspach pełne Polaków" w "Gazecie Wyborczej"

15:37, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 stycznia 2008
Walka klas, czyli czy od Anglików można wymagać znajomości angielskiego

Uznałam, że upraszczanie wszystkiego na siłę, a co więcej, usuwanie słów w niebyt (a to się dzieje), to DYSKRYMINACJA wobec warstw nieuprzywilejowanych edukacyjnie, od których trzeba wymagać tyle samo, ile od innych, a nie pozwalać im głupieć. I się zaczęło - pisze Aleksandra Łojek-Magdziarz *

niedziela, 20 stycznia 2008
Nie wiem - odpowiedź naszych czasów

W większości sondaży, jakie przeprowadzano wśród Polaków w Wielkiej Brytanii, jedna trzecia pytanych o to, na jak długo zamierzają przebywać na Wyspach, odpowiada: „nie wiem”.

wtorek, 15 stycznia 2008
W czym Brytyjczycy wypadają gorzej od nas

Ostatniej rzeczy, jakiej się spodziewałam, to dekonstrukcji popularnego mitu, że Polacy są straszliwymi pijakami i nikt im nie dorówna, może prócz Rosjan - pisze Aleksandra Łojek-Magdziarz*.

poniedziałek, 14 stycznia 2008
Praktykujący katolik - polaków hit eksportowy

Po raz pierwszy od czasów reformacji liczba praktykujących katolików w Wielkiej Brytanii przewyższa liczbę osób należących do kościoła anglikańskiego. Henryka VIII nie ucieszyłaby ta wiadomość. A nas?

Michał Garapich*, London calling czyli widok z 17 województwa („Gazeta Praca” 14 stycznia)

sobota, 12 stycznia 2008
Czekanie na Godota, czyli policja i Polacy

Streatham , południowy Londyn. Policja ma pomysł – spotkać się z Polakami i ich wysłuchać. Ma to służyć wzajemnemu zrozumieniu : pokazaniu Polakom, że policja chce mieć z nimi kontakt i ich chroni, a policja tym sposobem uczy się emigrantów, jacy są, co ich trapi - pisze z Londynu Aleksandra Łojek-Magdziarz*.

Prognoza w miarę optymistyczna
"Przyjazne państwo" to nowa komisja sejmowa pod przewodnictwem Janusza Palikota (PO). Na celownik dziewięcioosobowego zespołu trafi polska biurokracja. W ciągu 12-18 miesięcy członkowie mają przyjrzeć się poszczególnym przepisom i procedurom, tak by stały się one prostsze i przyjaźniejsze.
Pierwsze efekty spodziewane są już w lutym, marcu.
Palikot przewiduje, że dzięki działaniom komisji, Polacy zaczną wracać z zagranicy i zakładać własne firmy w kraju a następnych fal wyjazdów nie będzie.
Na początek analizie poddane zostaną te zapisy, które można poprawić dokonując w nich minimalnych zmian.
Przewodniczący "Przyjaznego państwa" zadeklarował w jednym z wywiadów, że zrezygnuje z mandatu posła, jeśli działania komisji nie przyniosą spodziewanych efektów.
Zatem jak długo jeszcze Palikot będzie posłem?
"Wrócą nie wrócą" w Polish Express
"Przyjazne państwo" trafiło do komisji w Money.pl
Strona komisji "Przyjazne państwo"

11:22, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 stycznia 2008
Nie naukowo o dyskryminacji Polaków
Swym tekstem o dyskryminacji Polaków na Wyspach i stereotypach, których padają ofiarą, eksdoktorantka Aleksandra Łojek-Magdziarz wywołała gorącą dyskusję na stronach internetowych "The Guardian". Dwa dni temu na tym blogu polemizował z nią doktorant Michał Garapich. Dziś riposta autorki. Zapraszamy do dyskusji
środa, 09 stycznia 2008
O WOŚP w Dublinie
Dla zainteresowanych - szczegółowo co, gdzie i kiedy.
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Dyskryminacja? Jaka dyskryminacja?
Przez internetową stronę „Guardiana” przetoczyła się ostatnio debata wokół artykułu dotyczącego stereotypu Polaków w Wielkiej Brytanii.
sobota, 05 stycznia 2008
Wielkie granie za granicą

13 stycznia po raz szesnasty zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tegorocznym celem jest pomoc dzieciom ze schorzeniami laryngologicznymi, wadami słuchu i schorzeniami układu oddechowego.
W ubiegłym roku na ponad 1500 sztabów, 36 znalazło się za granicą. W tym, założono już 34. Afganistan, Arabia Saudyjska, Izrael, Anglia, Irlandia - to tylko niektóre miejsca, gdzie wolontariusze zakwestują na rzecz dzieci.
Część sztabów debiutuje, część ma już kilkuletnie doświadczenie. W każdym mieście przewidziano imprezy, atrakcje no i oczywiście wielki finał.
Strona Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
Strona XVI finału WOŚP
Lista sztabów zagranicznych XVI finału WOŚP
Edynburg, Glasgow: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w szkocja.net
16. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Chicago w progressforpoland.com

04:59, mwalendziewska , Przegląd prasy
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 stycznia 2008
Polski szał zakupowy to nic w porównaniu z orgią konsumpcyjną na oxford street
Londyn świąteczno-noworoczny to chyba najbardziej wybujałe połączenie kapitalizmu z pogaństwem, szału zakupów z religią, ciała z duchem. Za każdym razem, kiedy czytam narzekania polskich moralizatorów dotyczące komercjalizacji świąt Bożego Narodzenia, wyobrażam sobie ich miny, gdyby znaleźli się na Oxford Street między połową grudnia a końcem roku.
Między funtem a świętami
Kto by pomyślał, że istnieje związek między przejętym przez chrześcijaństwo, ale pogańskim w swoich korzeniach rytuałem odrodzenia boga odgrywanym podczas okresu zimowego przesilenia, a... kursem złotówki wobec funta brytyjskiego. A jednak.
czwartek, 03 stycznia 2008
Do Polski może wrócą ci, którzy zostawili rodziny i jeszcze się nie rozwiedli

Z listów do redakcji (listydogazety@gazeta.pl ): Właśnie wróciłam ze Szkocji, gdzie spędzałam Święta. Chciałam podzielić się tym, co usłyszałam o przewidywanym powrocie Polaków z zagranicy. Otóż czują się oszukani przez pana Tuska. Kiedy był tam w ramach kampanii wyborczej, obiecał, że będą mieli po co wracać do kraju.
Tymczasem wiele osób nie zdecydowało się nawet przyjechać na Święta, bo mówią, że u nas za drogo. Spotkałam parę - mieli zarobić pieniądze i wrócić do kraju. Jednak wobec tak taniego funta i lawinowych podwyżek cen, braku pracy za godziwe pieniądze, postanowili zostać i układać sobie życie w Szkocji.
Większość kolegów mojego męża sprowadziła już rodziny.
Sama zastanawiam się, nad przeprowadzką. Moje dzieci też zasługują na lepsze życie. Są zdolne, mądre, ale ja nie mam siły odmawiać sobie wszystkiego, żeby je wykształcić. Łatwo obiecują politycy, że będzie pięknie. Kiedy?
Do Polski może wrócą ci, którzy zostawili tu rodziny i jeszcze się nie rozwiedli.
Kalina

14:09, mwalendziewska , Mówi emigracja
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8