O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce


Blog > Komentarze do wpisu
Im granice słabsze, tym mocniejsze

Propozycja reformy ordynacji wyborczej za granicą przedstawiona przez Fundację Helsińską zasługuje na uwagę. Po raz pierwszy padły tak konkretne propozycje. Dotychczas debatę prowadziło lobby organizacji polonijnych, co - delikatnie mówiąc - zawężało perspektywę.

Michał Garapich*, London calling czyli widok z 17 województwa („Gazeta Praca” 4 lutego)


 Mało kto jednak zwraca uwagę, że sprawa ma silny wymiar symboliczny, przesłaniający poniekąd rzeczywisty wpływ głosów z zagranicy na proces polityczny w Polsce. Jak wskazują obliczenia, mimo ogromnej reklamy, pielgrzymek polityków i medialno-politycznej wrzawy, wpływ tych głosów był śladowy. Można spekulować, co by było, gdyby ci ludzie nie zagłosowali, ale to trochę ślepa uliczka – tak jakbyśmy się zastanawiali, gdyby nie zagłosował Kraków, Tarnów albo kolejarze.
 Człowiek przyswaja i definiuje politykę poprzez symbole lub mity – czyli opowieści dostarczające legitymizacji specyficznych działań. Nieproporcjonalna do demokratycznej arytmetyki symboliczna rola głosów z zagranicy polega na tym, że w debacie publicznej na temat emigracji kryje się masa założeń, które są milcząco przyjmowane na wiarę. Jednym z głównych jest przekonanie, iż migrowanie jest nie tylko fizycznym, ale i duchowym, psychologicznym, a nawet moralnym oddaleniem od polskiej rzeczywistości społecznej czy kultury. Tłumy pod konsulatami były zakodowaną informacją, iż ludzie ci mimo oddalenia potwierdzają swoją obecność we wspólnocie, ale robią to niejako podwójnie, chce im się bardziej, przez co są bardziej obywatelscy, polscy, zaangażowani itd. Ekscytacja na widok tłumów miała oczywisty kontekst polityczny i zainteresowani wskazywali, że w ten sposób ludzie aktywnie manifestują, iż do Polski chcą wrócić. Ale nie było to zwykłe zaangażowanie obywatelskie, jakie zademonstrowały miliony ludzi w Polsce. Ono w jakiś tajemniczy sposób było zaangażowaniem do kwadratu.
 Inaczej mówiąc, głos oddany poza granicami ma inną wagę jakościową, wyraźnie inne znaczenie dla samej tożsamości polskiej, jest traktowany jako wyraz czegoś, co tożsamość ową stanowi. Jakoś debata na temat większego udostępnienia punktów wyborczych niepełnosprawnym czy zwiększenie liczby punktów wyborczych, czy e-wybory nie przykuwają takiej samej uwagi. Dlaczego nikt w równym stopniu nie nagłaśnia anachronizmu związania głosowania z zameldowaniem? Dlaczego?
 Kluczem do wyjaśnienia tej sytuacji jest pojęcie granicy. W czasach Schengen, prostej jak drut drogi bez zatrzymania (w teorii) z Przemyśla do Berlina, granice państwa, wspólnot wyobrażonych, społeczeństw ulegają zatarciu, rozmyciu do tego stopnia, iż dla państwa jak i wspólnoty konieczne jest zintensyfikowanie użycia środków symbolicznych, kulturowych, aby granice utrzymać. Jak pisze brytyjski antropolog Antony P. Cohen: „Kiedy strukturalne podstawy granic zostają zdemontowane lub stają się anachroniczne (...), to wtedy granice te są zastępowane przez wyrażone symboliczne podstawy kulturowe”. I na tym polega paradoks – zintensyfikowanie migracji polskich, zniesienie granic skutkuje silniejszym poczuciem tożsamości i świadomości granic na poziomie dyskursu publicznego. W sytuacji ich braku państwo wciąż musi przypominać nam o ich istnieniu i roli. Mało tego, przekraczanie granicy państwa stało się tak niebezpiecznie banalne, że zagraża samej podstawie narodowych ideologii – skojarzenia terytorium z kulturą i społeczeństwem.
 Głosowanie jako demokratyczny rytuał wiąże się więc z ideologią państwa jako jedynego gwaranta demokracji. I chociaż mam oczywiście wiele sympatii i zrozumienia dla propozycji Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pamiętajmy, że nie są to jedyne wybory w Polsce. Mało kto na przykład zauważa, że równie niekonstytucyjną praktyką jest pozbawienie możliwości głosowania osób mieszkających za granicą w wyborach samorządowych. Na jakiej podstawie nie mogę wybierać prezydenta Krakowa, głosując w Londynie?

*) Michał Garapich - antropolog społeczny; doktorant Instytutu Europeistyki UJ, pracownik naukowy Center for Research on Nationalism Ethnicity and Multiculturalism Roehampton University. Felietony Michała Garapicha, co tydzień w Gazecie Praca

piątek, 08 lutego 2008, cezaru

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/12 15:31:11
Zastanawiam się, czy większość głosuących Polaków-emigrantów głosowała ze świadomością zwdojonego obowiązku wobec Polski, i czy z taką samą chęcią poszliby na wybory, gdyby byli w kraju. Może to nie granice robią z nich obywateli do kwadratu, tylko ich tak cenne "funciaki"?
-
Gość: Ktoś, *.chello.pl
2008/02/12 17:27:39
Uniemożliwianie głosowania w wyborach samorządowych to nieprawda. Polak mieszkający w Anglii ma prawo głosu w wyborach samorządowych w Anglii tak samo jak Anglik mieszkający na stałe w Polsce może głosować, a chyba nawet kandydować w Polsce. Tak chciała Unia i dzięki temu każdy głosuje tam, gdzie ma interes.
-
Gość: Art28, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/19 16:26:31
Szanowny Panie,

z uwagą czytam niemal każdy komentarz Pana zamieszczany w "Wyborczej".
-
Gość: Art28, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/19 16:38:28
Dobrze się dzieje, że emigracja pol. widziana jest obiektynym spojrzeniem dziennikarskim.
Przez kilkanascie zaledwie dni przebywałem w urokliwym miasteczku Fermoy w Irlandii.
Oprócz zostawiania cv (wszędzie , gdzie się dało, hihihihhi) ukierunkowany byłem na poznanie chocby małego kawałka tego kraju.
Będąc w zgodzie z moimi zainteresowaniami historycznymi odwiedzilismy z bratem zamek w Kashel, przy okazji podziwiając mijane po drodze atrakcje Zielonej Wyspy.
Z odbytych póżniej przy piwie rozmów dowiedziałem się, że taki sposób spędzania czasu wolnego cechuje zdecydowaną mniejszość Polaków mieszkających w Irl.
Po prostu ludzie są nastawieni li tylko na kwestie związane z pracą.
Być może moja optyka jest wynikiem np. nieposiadania dzieci , rodziny, nie wiem...
Jeśli chodzi zas o moje pobierzne nolens volens obserwacje dot. Irlandii jako kraju, to są ne zdecydowanie na plus, do tego stopnia, że niedawno podjąłem decyzję dot. próby osiedlenia się tam.


Z poważaniem Artur KUR
-
Gość: Pomyśl, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/20 12:47:27
sam pan wygląda jak górnik, artykuł w gazecie wyborczej BEZNADZIEJNY!!!!!!!!

ndst