O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce


Blog > Komentarze do wpisu
Nie naukowo o dyskryminacji Polaków
Swym tekstem o dyskryminacji Polaków na Wyspach i stereotypach, których padają ofiarą, eksdoktorantka Aleksandra Łojek-Magdziarz wywołała gorącą dyskusję na stronach internetowych "The Guardian". Dwa dni temu na tym blogu polemizował z nią doktorant Michał Garapich. Dziś riposta autorki. Zapraszamy do dyskusji

Przyznaję, że z sympatią przeczytałam miażdżącą krytykę mojego felietonu „Eastern promises” umieszczonego na stronach „The Guardian”, napisaną przez Michała Garapicha .
Sympatia owa wzięła się stąd, że jako eks-doktorant rozumiem młodego naukowca, który zżyma się, czytając tekst, w którym nie padają cyfry, wyniki badań, hipotezy i statystyki. Rozumiem to, bo i mnie nieobce jest gotowanie się krwi, kiedy czytam teksty polskie i nie tylko, o islamie, którym się zajmuję od wielu lat, pełne uproszczeń (zwłaszcza gdy autor nie cytuje wyników moich badań J). Co więcej, na zajęciach, jakie prowadziłam na ten samej uczelni, na której doktoryzuje się Michał Garapich, rozpętałam malutką wojnę z publikacjami dziennikarskimi, zajmującymi się „moim” tematem, szukając w nich błędów albo przynajmniej niedopowiedzeń. Oczywiście, moim zdaniem zbrodniczych.
Teraz jednak stanęłam po drugiej stronie. Piszę artykuły publicystyczne, co dla kogoś z tendencjami naukowymi jest dość bolesnym doświadczeniem, bo aby przekazać informacje, trzeba upraszczać i co najważniejsze, nie zabić czytelnika śmiertelną nudą ziejąca z zestawień liczbowych czy niektórych cytowań z dzieł naukowych. Wyobraźmy sobie na przykład Kapuścińskiego, że w pięknym tekście o Innym zamieściłby wyniki badań i kumulację teorii oraz żargonu naukowego (który kocham, nota bene). To jakaś senna mara. Oczywiście, nie porównuję się tutaj do mistrza, mówię tylko o ogromnej różnicy między publicystyką, a pracami naukowymi.
Felieton jest taką sprytną formą, która dopuszcza subiektywizm (w przeciwieństwie do pracy naukowej), tendencyjność i prowokację. Mój pobyt w Londynie, najpierw o charakterze naukowym, potem wyrobniczym, teraz obserwacyjno-twórczym, mam nadzieję, zaowocował publicystyką różnej maści, adresowaną do różnych odbiorców. Miałam szczęście socjalizować się z naukowcami, studentami, robotnikami polskimi, „dresami”, policją angielską, dziennikarzami brytyjskimi, radykałami muzułmańskimi i paroma kryminalistami. I z nimi rozmawiać prywatnie.
Każde medium ma swoją specyfikę i odbiorców, a co ważniejsze, politykę. The Guardian, pozwala na wolną amerykankę (w granicach rozsądku) i jako chyba jedyna gazeta akceptuje prowokację, jeśli tylko ma ona jakiekolwiek zaczepienie w rzeczywistości, nie jest wulgarna i mieści się w ramach przyzwoitości.
Moje cele są dwa: ponieważ na łamach tejże gazety nie gości żaden Polak, jestem głosem tych, którzy, obecni w Wielkiej Brytanii, są nieobecni w poważniejszych mediach. A ci piszą do mnie maile i komentarze i widzę, co się z nimi dzieje, co ich boli. Drugi cel to moja własna zabawa: drażnienie Brytyjczyków, pokazanie im, że owa polska mniejszość (czy jakakolwiek inna) nie jest ślepa, czasem ją coś boli, jest, co ciekawe, piśmienna i rozumie ataki na Polaków, choćby wypowiadane raz na tydzień szeptem. Plotki o naszych polowaniach na karpia krążą żywo i jako dziennikarz (już nie naukowiec) nie takie rzeczy słyszałam. Jasne, że to stereotypy i zjawisko normalne, gdy pojawia się większa grupa społeczna stojąca przynajmniej w częściowej opozycji do większości. Mam je zatem tolerować i pisać niedrukowalne artykuły statystyczne (przeciętny czytelnik je odrzuci, ergo, niczego się nie dowie?). Czy pokazać, jak to jest, gdy się jest stereotypizowanym (czyli ofiarą w pewnym sensie?)
Wytykając Brytyjczykom postawy, jakie czasem przyjmują wobec Polaków, zwrócam uwagę, że skoro stereotypizacja muzułmanów spotyka się z natychmiastową reakcją zainteresowanych, Polacy też powinni reagować.
Tekst „Eastern promises” sprowokował gargantuiczną liczbę komentarzy, których się nie spodziewałam. Na przykład nigdy nie przypuszczałabym, że wśród komentatorów znajdzie się tak wiele…seksistowskich uwag (w Wielkiej Brytanii? Gdzieżby!).
A badań na temat seksistowskich komentarzy nie było, więc nie miał mi kto otworzyć oczu.
Ciekawe, jak perspektywa się zmienia. Dwa lata temu jako doktorant też żądałam od piszących do gazet (ale nigdy nie od felietonistów) chirurgicznej precyzji językowej i danych uzasadniających tezy. Ale przekonałam się, że życie to nie tylko badania socjologiczne czy antropologiczne i przedmioty badane, choć oczywiście nadal do nich sięgam, kiedy przygotowuje publikację naukową.
Dlatego też słowa M. Garapicha, że można było całość napisać mądrzej, potraktuję z całym szacunkiem, choć się z nimi nie zgadzam. Ale w felietonie mógł wyrazić swoje zdanie. I sprowokować mnie do odpowiedzi, bo taką wybrał formę literacką.
Aleksandra Łojek-Magdziarz

Czekamy na Wasze listy: 17wojewodztwo@gazeta.pl  

czwartek, 10 stycznia 2008, 17wojewodztwo

Polecane wpisy

  • Jest nagonka na Polaków czy jej nie ma?

    Nagonka prasowa na Polaków trwa - mówią jedni. Żadnej kampanii niechęci nie ma - twierdzą drudzy. No więc, jak to jest? Czy prasa brytyjska rzeczywiście na cel

  • Szariat na Wyspach -fakt (prawie) dokonany?

    Arcybiskub Canterbury, dr Rowan Williams powiedział, że wprowadzenie niektórych elementów prawa islamskiego do systemu prawa brytyjskiego jest nieuniknione. Stw

  • Im granice słabsze, tym mocniejsze

    Propozycja reformy ordynacji wyborczej za granicą przedstawiona przez Fundację Helsińską zasługuje na uwagę. Po raz pierwszy padły tak konkretne propozycje. Do

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/01/10 20:34:34
śmieszna jest ta pani...jako murzyn-emigrant nie ma żadnych praw poza pracą dla opasłego angola...tak, murzynie....zmywaj szybciej!!nie po to cię zatrudniłem abyś się obijał, ale być szybko jak dobry murzyn mył gary po moich rodakach...!!tak polski mule, szybciej!!!zap... do roboty!hehe...choćby się zesrała to zawsze bedzie tam drugą bądź trzecią kategorią- może się oburzać jak ci murzyni -tyle jej na obczyźnie!Jedynie u siebie, w Polsce można być obywatelem pierwszej kategorii
-
Gość: inwestor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/10 20:47:32
synku, jesli jedno co potrafisz to zmywanie garów, to i w Polsce na pierwszą kategorię się nie załapiesz... (a może raczej dziadku...
bo ten "opasły angol" to rodem prosto z bolszewickiej karykatury)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/10 20:50:16
wyrażaj się jaśniej, pacanku...ja mówię o tobie, nie o sobie...wy sqrwyemigranci macie mocno skrzywiony obraz świata...
-
2008/01/11 00:55:54
Z calym szacunkiem, ale rok wydaje mi sie zbyt krotkim okresem czasu by wypowiadac sie na powyzszy temat jako znawca przedmiotu. Artukul winien miec pod-tytul - pierwsze impresje
-
Gość: uwaga na marginesie, *.adsl.alicedsl.de
2008/01/11 02:40:51
Nie wiem czym motywowany jest ten mentorski i lekceważący stosunek autorki do kogoś, kto ma inne zdanie. Byciem byłą doktorantką?
-
tow.kapelan
2008/01/11 11:38:43
A ile komentarzy uzyskało wypracowanie p. Garapicha? Powyżej 187?

O ile mnie pamięć nie myli, nazwisko p. Garapicha dopisane było parę miesiączków temu do jakiegoś raportu o imigracji. Muszę sprawdzić.
-
tow.kapelan
2008/01/11 11:52:54
A nie mówiłem?

Walka klasowa heh heh heh

John Eade, Stephen Drinkwater & Michael P. Garapich, 'Class & Ethnicity – Polish Migrants in London', Research Report for the ESRC, Centre for Research on Nationalism, Ethnicity and Multiculturalism, University of Surrey, www.surrey.ac.uk (accessed 15 March 2007).
-
Gość: jola, *.bmly.cable.ntl.com
2008/01/13 18:32:57
Co to znaczy eksdoktorantka?Jola
-
Gość: Karmela, 87.112.55.*
2009/05/08 19:47:29
Nie za bardzo rozumiem, w czym tkwi problem, ale osobiscie nigdy nie doswiadczylam ani nie zetknelam sie z dyskryminacja; wprost przeciwnie, zawsze spotykalam sie z normalnym traktowaniem. Narzekanie Polakow na dyskryminacje to dla mnie nowosc, a jestem w Londynie juz od ponad 4 lat.