O emigracji, dla emigracji i dla tych co w Polsce


Blog > Komentarze do wpisu
Czekanie na Godota, czyli policja i Polacy

Streatham , południowy Londyn. Policja ma pomysł – spotkać się z Polakami i ich wysłuchać. Ma to służyć wzajemnemu zrozumieniu : pokazaniu Polakom, że policja chce mieć z nimi kontakt i ich chroni, a policja tym sposobem uczy się emigrantów, jacy są, co ich trapi - pisze z Londynu Aleksandra Łojek-Magdziarz*.

Miejsce przypadkowo wybrane, głownie dlatego, ze tak się składa, że personel komendy na Streatham to ludzie, którzy polubili Polskę. Wśród nich znajduje się Jonathan, szef komendy, którego sympatia do naszej ojczyzny i rodaków, która narodziła się nie z miłości do Polaki (żona jest Brytyjką), ale zupełnie nagle i tak trwa, budzi powszechny szacunek. Poza tym, naprzeciwko komendy znajduje się pub uczęszczany przez policję po godzinach pracy i lekko, acz nieszkodliwie awanturujących się Polaków.
Spotkanie owo miało na celu okazać życzliwą i szeroko uśmiechniętą twarz policji brytyjskiej i pomocną postawę lokalnej spółdzielni, która może wielu Polakom pomoc w sprawach bytowych. Przyszli wiec tłumacze, policja, dziennikarze, urzędnicy i wszyscy czekali w małej przykościelnej salce na tłumy petentów, pragnących porad. Pełna gotowość od godziny 18.00.
Czekając na nich, rozpoczęli rozmowy.
Bo Polacy wcale nie mają tak paskudnej opinii wśród zwłaszcza tych Brytyjczyków, którzy z nimi mają do czynienia. Demonizuje się tych, których się nie poznało i o których piszą tabloidy. Zwykły codzienny nawet podpity Polak nie jest przekleństwem dla zwykłego codziennego nawet podpitego Brytyjczyka (jeśli ten wcześnie nie czytał żadnego tabloidu i nie ma kłopotów z pracą).
Jonathan, bardzo podekscytowany spotkaniem, powiedział z dużą życzliwością w głosie, ze Polacy intensywnie oddają się pracy . I potem zabawie, co widać w pubie naprzeciw komendy. Ale też, że , poddawszy się zabawie szczególnie intensywnie, zaczynają patrzeć na świat krzywym okiem i pragną natychmiast wymierzyć sprawiedliwość temu światu, najchętniej za pomocą pięści. Czy to frustracja? Żal? Tęsknota? Zastanawiali się inni nad ciasteczkami.
Tłumaczka powiedziała, że bywa, iż Polacy oszukują się wzajemnie, więc, bojąc się policji, przejmują rolę sądów, co skutkuje porysowanymi autami niesolidnych wierzycieli czy podziurawionymi oponami. A policji boja się, jak ognia. Z kilku powodów: nieznajomość języka (i niewiedza, że można poprosić o tlumacza) i taka jeszcze naleciałość dziwna, że nie donosi się na Polaka, a policji nie można ufać. Smutna to wystawia laurkę polskiej policji. Urzędniczki z lokalnej spółdzielni stwierdziły, że niestety Polacy nie wiedza, jakie im prawa przysługują i nie mają pojęcia, że w wielu przypadkach mogą zmienić swój los w ciągu dnia.
Z Jonatana nie można wycisnąć nawet postępem niż złego na temat naszych rodaków, nie da się. W sposób uparty dąży do tego, by Polacy mieli jak najwięcej informacji na temat tutejszego prawa. Fascynuje go zderzenie prawa brytyjskiego i polskiego , zwlaszcza kwestia noży, których tu nosić przy sobie nie wolno, co trudno pojąć – bo tzw. knife crime ma się w Wielkiej Brytanii dużo lepiej, iż w Polsce. Podejmuje masę inicjatyw, by Polakom wszystko tłumaczyć, pomagać i integrować.
I tak pochylano się nad losem Polaków, na nich czekając.
Były ciastka i słodycze. Stoły i krzesła i działy tematyczne.
Przyszły dwie rodziny.
Każda z przerażająca historią – dwa oszustwa, jedno mieszkaniowe, jedno związane z pracą. Panie ze spółdzielni nie wierzyły własnym uszom, policjanci brytyjscy dziwili się, jak tak można.
I nikt więcej nie zajrzał.
Tymczasem redakcje pism polonijnych zasypywane są listami od Polaków, opisujących równie dramatyczne historie. Proszą o pomoc, której dziennikarze udzielić im nie mogą, z wielu powodów, choć niejednokrotnie próbują. Nie można zatem powiedzieć, ze nie ma problemów. Ale jest też nieustannie dobra wola ze strony brytyjskiej, by je rozwiązać.
Nieoficjalnie dowiedziałam się, że brakuje współpracy między mediami a policją. Że opisuje się wszystko ze swadą, ale nie ma zaciśniętych więzi miedzy mediami polskimi a służbami socjalnymi, które nie wiedzą, jak do nas dotrzeć. Sprawa wygląda zatem na pilną, bo oszukiwani Polacy stają się coraz bardziej bezwzględni, sądząc, ze świat jest przeciwko nim. Z rozpaczy i bezsilności.

* Aleksandra Łojek-Magdziarz, orientalistka i socjolożka, pisze m.in. do Comment is free The Guardian , Cooltury, i na blogach Bye, Bye Poland Polityki oraz Doktorant na obczyźnie .

Kontakt z nami: 17wojewodztwo@gazeta.pl .

sobota, 12 stycznia 2008, a.lojek-magdziarz

Polecane wpisy

  • Jest nagonka na Polaków czy jej nie ma?

    Nagonka prasowa na Polaków trwa - mówią jedni. Żadnej kampanii niechęci nie ma - twierdzą drudzy. No więc, jak to jest? Czy prasa brytyjska rzeczywiście na cel

  • Szariat na Wyspach -fakt (prawie) dokonany?

    Arcybiskub Canterbury, dr Rowan Williams powiedział, że wprowadzenie niektórych elementów prawa islamskiego do systemu prawa brytyjskiego jest nieuniknione. Stw

  • Im granice słabsze, tym mocniejsze

    Propozycja reformy ordynacji wyborczej za granicą przedstawiona przez Fundację Helsińską zasługuje na uwagę. Po raz pierwszy padły tak konkretne propozycje. Do

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , 150.204.105.*
2008/01/13 20:09:00
"lokalnej spółdzielni" ?! spolecznosci lokalnej, kochana! ];-)>
-
2008/01/13 20:44:13
lokalnej spółdzielni, czyli "councilu", nie "community":-)
-
Gość: , *.pentex.pl
2008/01/13 22:09:41
Do cholery o czym jest ten artykul? Mowie o tresci bo stylu to nawet komentowac nie warto.
-
2008/01/13 23:51:14
Ktoś powyżej miał zły dzień, artykuł w jakimś sensie jest bardzo prawdziwy. W praktyce może dobrze byłoby stworzyć jakieś pośrednictwo między pracującymi w Anglii Polakami a angielską policją/służbami socjalnymi. Tego pośrednika możnaby ewentualnie szukać wśród instytucji, do których przysłowiowy hydraulik zgłosiłby czy zgłasza się w jakiejś trudnej sytuacji. Chociaż może nie do końca, bo dla takiej gazety to może być obciążenie, lepiej jakby było to coś odrębnego, może oddział instytucji angielskiej - policji itp.

Faktycznie dużo problemów wynika z braku wiedzy i komunikacji.

Generalnie jednak Polacy powinni być bardziej samodzielni, np. opanować "Wspólną Mowę" czyli angielski. Przecież np. w Holandii jest to właściwie drugi język którym zdecydowana większość osób posługuje się w stopniu umożilwiającym komunikację. Zresztą nie tylko w Holandii. Tym bardziej ktoś kto wyjeżdża poza swoj kraj powinien się nauczyć tego języka dla swojego dobra.




-
Gość: tadeusz, *.t.pppool.de
2008/01/18 19:22:15
Od 20. lat mieszkam z rodzina w Niemczech i wiem, jak bardzo trzeba poznac jezyk kraju, w ktorym chce sie osiedlic . Bardzo byl mi wtedy w latach osiemdziesiatych pomocny w RFN jez. angielski, ktorego nauczylem sie sam jeszcze w Polsce w latach siedemdziesiatych, gdyz marzyly mi sie podroze jak kazdemu mlodemu czlowiekowi , odcietemu wowczas od swiata w komunizmie. Angielski jest jezykiem miedzynarodowym i na Zachodzie duzo ludzi sie nim poslugiwalo juz wowczas. Dlatego dzis wiem, ze nie odwazylbym sie na emigracje bez znajomosci jezyka kraju, w ktorym chcialbym sie osiedlic lub bez angielskiego. Rodacy powinni wiec za wszelka cene czas po pracy poswiecic na nauke jezyka, zamiast popijac i urzadzac burdy w pubach. W Niemczech wtedy i wczesniej bylo z Polakami podobnie. Ja , kiedy mialem isc do urzedu cos zalatwic, najpierw bralem slownik i wypisywalem sobie slowa, ktorych mialem uzyc, starajac sie zbudowac jako tako zdania. W ten sposob latwiej sie zapamietuje raz zapisane i wyuczone zwroty i tak powoli dochodzi sie do coraz lepszej wprawy w mowie i pismie, chociaz niemiecki jest o wiele trudniejszyy od angielskiego, szczegolnie gramatyka przypomina polska. Znam oczywiscie Turkow czy swiezo naplywowych Rosjan, ktorzy tez prawie nie znaja jezyka, lecz pracuja. Dla czlowieka, ktory chcialby jednak wiedziec cos wiecej o kraju i ludziach opanowanie jezyka jest niezbedne.
-
Gość: , *.dip.t-dialin.net
2008/11/22 21:29:37
Przepraszam,ale nie wiem zupelnie ,co wspolnego ma Pana przekonanie o posiadaniu jezyka w zamieszkanym Kraju z cudowna sztuka absurdu.....czyli Godotem.